
wtorek, 22 06 2010 | Kategoria: Dobre praktyki
Nie trudno zauważyć, że współczesny system edukacyjny cierpi na wiele problemów (to już temat-rzeka na inną okazję i pewnie inne miejsce). Rozwój e-learningu może być remedium na niektóre z nich.
Oczywistą zaletą e-learningu jest możliwość powtarzania materiału przez uczniów do oporu we własnym tempie. Dlatego rozwój tej metody nauczania jest ważny zarówno dla edukacji pozaszkolnej, ale także jako uzupełnienie tradycyjnej edukacji.
Ogólnie można uznać, że do tej pory branża internetowa nie najlepiej sobie radzi z rozwojem e-learningu. Powstają systemy, powstają narzędzia, ale to jeszcze nie wpływa na możliwość powszechniejszego zastosowania e-learningu.
Przykład fatalnego podejścia do e-learningu to Akademia PARP – obowiązkowa rejestracja, multum zbieranych danych osobowych i przekombinowany system toporny w obsłudze i nie umożliwiający nauki interesujących użytkownika lekcji, ale zmuszający do przejścia nauki krok po kroku i zaliczania testów. Nie jest to wymarzona interakcja.
Na szczęście są pierwsze przebłyski, które pokazują niezwykle interesujące kierunki rozwoju. Bardzo dobry przykład, jak może wygląda edukacja przyszłości znajdziecie na e-zadania.pl. Znajdują się tam lekcje matematyki w postacji materiałów wideo. Najpierw przedstawione jest zadanie, następnie nauczyciel wyjaśnia jego wykonanie krok po kroku, a na ekranie pojawiają się obliczenia.
Teraz wyrobaźmy sobie, że taki serwis objąłby pełen program nauczania matematyki, fizyki i innych przedmiotów ścisłych, a dostępny byłby dla każdego chętnego. Nie trzeba chyba mówić, że ułatwiłoby to w ogromnym stopniu przyswajanie materiału i oczywiście jego powtarzanie po dłuższym czasie. Systemy testów i śledzenia postępu mogą także być przydatne, ale raczej w formie dodatku.
Również wykorzystanie samego dźwięku w nauczaniu zmienia jego jakość, co udowodnili twórcy kursów językowych na 6ka.pl. Można sprawdzić przykładową lekcję języka angielskiego.
Nie mam jednak złudzeń i nie sądzę, aby włodarze państwowej edukacji postawili na rozwój nowoczesnych systemów edukacji.
Część e-learningu to także udostępnianie materiałów nagrywanych w trakcie procesu edukacji.
Na YouTube EDU znajdują się kanały światowej renomy uniwersytetów udostępniające razem tysiące wykładów. Stanford – ponad 1000, Yale – niemal 400. Inne po kilkaset, czasem kilkadziesiąt. A przecież w większości są to prywatne uczelnie (a może nawet wszystkie są prywatne?). I udostępniają darmowe materiały szerokiej publiczności. Ktoś mógłby powiedzieć, że na tym “tracą”. Tymczasem polskie “publiczne” uczelnie nie udostępniły w internecie nawet jednego filmu. Ciekawy kontrast między tym co państwowe, a tym co prywatne.
Dzięki dostępnym dla każdego materiałom e-learning zamienia się wręcz w self-learning, a to coraz ważniejszy kierunek w przyspieszającym świecie.
Liczę, że rozwój e-learningu w postaci przyjaznej dla użytkownika będzie dalej postępować, a twórcy serwisów wezmą sobie do serca problemy obecnych narzędzi.
Komentarze (4)
bartekd: Na blogu garść przemyśleń o e-learningu dymecki.pl/ | flaker.pl, 22 06 2010, 16:45
[...] reklama bartekd przed chwilą Na blogu garść przemyśleń o e-learningu dymecki.pl/…/06/przemyslenia-o-e-lear… [...]
Jakub Petrykowski, 4 07 2010, 11:40
Zaskakuje mnie wąskie pojmowanie e-learning w Twoim wpisie! Dla mnie e-learning to przede wszystkim wikipedia, google search, filmiki “jak coś zrobić” na YouTube, tutoriale języków programowania, blogi, wszelkie ebooki, podcasty, fora internetowe, kindle – wszystkie codzienne sytuacje, gdy ktoś się uczy od innych poprzez dowolne medium!
Uczymy się przecież cały czas – w rozmowach z innymi ludźmi, z obserwacji zachowania innych osób, na własnych błędach; z wszystkiego, co czytamy i oglądamy. (Czasami uczymy się bzdur, np. jeśli ktoś ogląda seriale i talk shows w TV kilka godzin dziennie to może mieć problem, ale to wciąż jest forma przyswajania wzorców / faktów / zachowań / postaw itp.)
Naprawdę przez e-learning rozumiesz tylko specjalizowane narzędzia i kontent wprost nazwany “materiałem edukacyjnym”? To przecież tylko kropla w morzu codziennej edukacji, jaka odbywa się za pomocą Internetu.
Artur Zygmunt, 8 07 2010, 17:17
Fascynujący temat.
Od 5 lat współtworzę e-biznes e-learningowy i z każdym dniem coraz bardziej fascynuje mnie to, że mogę się samodzielnie nauczyć prawie dowolnej umiejętności.
W Polsce w tej chwili tylko mała garstka ludzi jest świadoma tej rewolucji edukacyjnej, ale to wygląda tak, że przedwczoraj podjąłem decyzję o podniesieniu jakości naszych publikacji elektronicznych (konkretnie mam na myśli darmowy magazyn internetowy DaVinci News), i do dzisiaj już zdążyłem opanować podstawowe funkcje najlepszego na świecie programu do projektowania magazynów drukowanych i elektronicznych.
97% tego co wykorzystuję w pracy nauczyłem się dzięki darmowym i płatnym materiałom edukacyjnym, które zdobyłem dzięki dostępowi do Internetu.
Nigdy w historii ludzkości nie było tak, że tak dużo ludzi miało tak łatwy dostęp do tak szerokiej wiedzy.
Przepraszam, że troszkę odbiegłem od tematu, ale to jest po prostu niesamowite.
Wizja rozwoju edukacji w kierunku e-learningu to tak naprawdę tylko kwestia czasu. Ludzie inwestujący w znajomość języka angielskiego mogą już teraz korzystać z światowych zasobów.
Osoby nie posługujące się językiem angielskim są można by powiedzieć w getcie informacyjnym – chyba, że takie osoby jak Ty Bartku będą mocno promowały ten temat.
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam przy okazji do przykładowego e-learningu: bezpłatny kurs multimedialny “Kod Czytania 101 – najprostszy kurs szybkiego czytania w historii”.
http://KodCzytania.pl
Bartłomiej Dymecki, 8 07 2010, 17:53
Artur, dzięki za komentarz. Czasami obserwuję, co robicie w Synergii i bardzo mi się podoba, że promujecie lepsze metody uczenia się. Oby tak dalej :-) Moja historia jest zresztą podobna – prawdopodobnie nie robił bym tego, co robię, gdyby nie duża liczba materiałów w internecie.
Dodaj komentarz