Authalia już wzbudza kontrowersje

sobota, 26 12 2009 | Kategoria: Pozostałe

Authalia ledwo wystartowała, a już wzbudza niemałe kontrowersje. I nic dziwnego – start-up z pewnością wielu osobom się nie podoba i jeszcze nie jeden będzie narzekać na działania podejmowane przez Authalię. I to pomimo tego, że prawne podstawy działania Authalii są w serwisie dosyć dobrze wytłumaczone (polecam lekturę). Nie będę się już zbyt szeroko rozpisywać o tym, że według blogera Olgierda pisząc na Flakerze o tym, czym się zawodowo zajmuję uprawiam “marketing szeptany”. Absurd tego twierdzenia jest poniżej wszelkiej krytyki.

Polecam lekturę odpowiedzi na blogu Authalii. Są tam także przedstawione materiały, które Olgierd wcześniej otrzymał. Jak się do nich odniósł pisząc swoje notki, oceńcie sami. Według mnie nie odniósł się niemal wcale.

Dlaczego Authalię uważam za wartą zainteresowania, przedstawiam poniżej. Proszę oczywiście pamiętać, że nigdy nie wypowiadałem się i nie wypowiadam w imieniu Authalii (”ja tu tylko sprzątam”).

Czy w ogóle Authalia ma sens?

Jedna z głównych funkcji projektu to wydawania certyfikatów autorstwa. Czy coś takiego jest nam do czegokolwiek potrzebne?

Prawa autorskie należą do Ciebie z natury. Jeśli coś tworzyłeś, posiadasz prawa autorskie (osobiste i majątkowe). To jest jasne, oczywiste i nikt temu nie przeczy! Jednak osobną kwestią pozostaje udowadnianie posiadania praw autorskich i to jest zadaniem Authalii.

Można wyobrazić sobie np. stworzenie oryginalnego wzoru biżuterii lub unikalnej rzeźby. Jak zabezpieczysz się przed ich powieleniem i jak udowodnisz, że prawo autorskie do wzoru należy do Ciebie? Ustne twierdzenie nie musi mieć wartości przed sądem – certyfikat z datą rejestracji utworu jak najbardziej wagę dowodową ma. I to jest jedna z bardziej rewolucyjnych rzeczy w Authalii.

Moc prawna certyfikatu

Osoby poznające Authalię bardzo często pytają o moc prawną takiego certyfikatu. Czy jakaś tam prywatna firma może cokolwiek gwarantować?! Wątpliwości nie są dziwne, ponieważ temat jest trudny. Po pierwsze, kluczem jest to, że certyfikat “wywołuje skutki prawne daty pewnej” (Art. 7.2 Ustawy o podpisie elektronicznym). To oznacza, że dokument ma bardzo poważną rangę.

Błędny byłyby wniosek, że “jest to tylko prywatny dokument oznaczony datą”. Dokument wystawia PWPW S.A., która działając na mocy upoważnienia Ministra Gospodarki wydaje poświadczenia o oznakowaniu czasem. Wystawia go więc państwowa jednostka organizacyjna. Z Kodeksu Cywilnego wynika, że dokument z datą pewną, powstały w wyniku oznaczenia go czasem musi być dokumentem urzędowym! Nie jestem pewien tego argumentu, a jeden z czytelników wskazał sensowną podstawę prawną (dzięki!), dlatego też wykreślam go.

Poświadczenie daty rejestracji utworu jest tak pewne, jak jego poświadczenie przez notariusza. Tutaj definicja daty pewnej. Certyfikat jest więc dokumentem potwierdzającym, że w dniu tym, a tym określony utwór został zarejestrowany przez pana Jana Kowalskiego. W sporze z osobami naruszającymi prawa pana Kowalskiego, będzie on posiadać żelazny dowód.

Tak więc dla mnie twierdzenia Olgierda negujące wartość dowodową dokumentu „bo ustawa o prawie autorskim nie uzależnia skutków…” są bełkotem prawnym. Ja to widzę pomimo tego, że jestem amatorem.

Vagla pisał o mocy dowodowej faktur elektronicznych: Faktura, bezpieczny podpis a dowód w postępowaniu podatkowym, a jest to mechanizm niemal identyczny, jak w Authalii.

Dodatkowo ciekawe są rozważania zawodowych prawników (nie blogerów…) w poniższych dokumentach:

A oto wyrok NSA z 26.07.2006 r. pokazujący, że do ochrony praw warto korzystać z poświadczonych datą dokumentów (link). Cytat pierwszy:

Również przedłożony przez skarżącego rysunek wykrojnika dwugniazdowego S-7D i S-7G z datą 20 stycznia 1995 r. nie świadczy, w ocenie Sądu, o braku nowości rozwiązania wzoru [...], ponieważ data nie została w żaden sposób potwierdzona, a więc nie jest datą pewną. Nie przedstawiono także dowodów na ujawnienie tych rysunków przed zgłoszeniem wzoru użytkowego.

Cytat drugi:

Podobnie pismo z 10 kwietnia 2000 r. rzecznika patentowego G. M. do J. P. nie precyzuje jakie dokumenty potwierdzają, że S. I. “P.” produkowała pudełka tożsame ze spornym wzorem przed datą jego zgłoszenia, a więc nie dowodzi faktu jawnego stosowania wzoru [...] przed datą zgłoszenia.

Jeśli po publikacji twojego utworu w Authalii ktoś inny złożyłby wniosek do jakiegokolwiek Urzędu Patentowego (w owych 164 krajach) o udzielenie patentu, czy ochrony na znak albo wydał cokolwiek jeśli na to „cokolwiek” autor posiada Certyfikat Autorstwa, to ten ktoś popełniłby przestępstwo. Tak więc wyłącznie autor posiada prawa do eksploatacji swojego dzieła właśnie we wszystkich 164 państwach – stronach Konwencji Berneńskiej. Oczywiście abstrahując od tego, że są kraje w których trudno egzekwować takie prawa i mają z tym problemy nawet wielkie korporacje.

A najciekawsze jest…

… że ochronę można uzyskać za kilka złotych za pośrednictwem internetu :-) To ogromna zmiana w jakości ochrony prawa autorskiego. I jest to rozwiązanie dostępne nie tylko dla “dużych i bogatych”, ale dla każdego twórcy. Ci którzy zastanowią się nad społecznymi i prawnymi konsekwencjami tych faktów, zrozumieją, że jest czemu kibicować.

Wiem też, że ekipa Authalii współpracuje z prawnikami (prawo cywilne, prawo autorskie, prawo administracyjne) wykonującymi swój zawód na co dzień i to oni dokonują opracowań na rzecz projektu.

Co dalej?

Możliwości Authalii, które już posiada i które będzie posiadać niedługo są dokładnie opisane w serwisie oraz w materiałach umieszczonych na blogu Authalii. Wiem, że różne sporne kwestie, jak bycie OZZ już niedługo będą wyjaśnione. Skoro np. “Minister wniósł do Sądu o wykreślenie Ministra jako organu nadzoru nad Stowarzyszeniem” to znaczy, że decyzje zapadnie, jeśli będzie pomyślna dla Authalii, to sami zastanówcie się co to oznacza.

Swoją drogą, jeżeli Sąd uznał, że §1 Statutu Stowarzyszenia Authalia.org jest zgodny z prawem –to wyraził zgodę na taką właśnie działalność Stowarzyszenia (Art. 16 i 17 ustawy o stowarzyszeniach). A Sąd, jak mnie uczono, jest ważniejszy niż Minister… Niemniej jak pisałem – to będzie niedługo całkowicie wyjaśnione. Aby nie było niejasności: nie jestem na 100% przekonany do tego rozumowania i od początku tak było. Kodeks Postępowania Administracyjnego mówi o wydawaniu zgody i w jego kontekście w istocie Authalia nie ma zgody Ministra. Proszę jednak brać pod uwagę wspomniane artykuły ustawy o stowarzyszeniach. Dlatego sprawa w mojej ocenie nie jest jednoznaczna. Z tego co mi wiadomo nikt nie będzie uciekać od ostatecznego rozstrzygnięcia sądu. Podobnie jak np. współpraca z PWPW. Nie mam pojęcia, jakie informacje otrzymał Olgierd, ale wystarczy przyjrzeć się temu, co oferuje Authalia, aby zobaczyć, że wykracza to poza “bycie klientem”…

Tagi: ,

Podobne artykuły:

    Brak podobnych stron

Komentarze (138)

fisz, 26 12 2009, 22:41

Identyczną moc prawną (”data pewna”) będzie miała fotografia owej rzeźby z dzisiejszą gazetą w tle…

Certyfikat + utwór dowodzi tylko jednego — że osoba która uzyskała certyfikat uzyskała go niego nie później niż data pewna, czyli “posiadała” ten utwór “w ręku” przed tą datą. W żaden sposób nie dowodzi on faktu, że to ta osoba jest autorem.

Bartłomiej Dymecki, 26 12 2009, 23:52

@fisz – przykład z gazetą jest błędny. Gazetę po prostu się drukuje i nie ma w takiej sytuacji żadnej gwarancji daty.

Żaden dokument nie daje pewności, że ktoś jest autorem – czy to poświadczenie u notariusza, czy patent, czy certyfikat. Ale są to dokumenty pomagające udowodnić posiadanie prawa autorskiego.

fisz, 27 12 2009, 02:08

Gazeta to takie same źródło czasu jak certyfikat (tylko że mniej dokładne). Jeżeli wezmę miesięcznik, to dokładność wynosi ok. miesiąca, jeśli dziennik — jeden dzień. Zdjęcie z Wyborczą z piętnastego nie mogło zostać zrobione wcześniej niż piętnastego.
Jak Ci się gazeta nie podoba to możesz wysyłać sam sobie listy polecone — nadal taniej. Zwłaszcza że do uprawdopodobnienia autorstwa powinieneś dokumentować proces tworzenia utworu, a nie jednorazowo oznaczyć datą pewną gotowy utwór. Przykład: niech kilka osób oznaczy ten sam utwór datą pewną. Co Ci to da? Jedynie tyle, że ustalisz kolejność ich oznaczenia. W *żaden* sposób nie przybliża Cię to do ustalenia kto z nich jest autorem. A teraz niech przyjdzie jeszcze jedna osoba bez daty pewnej i pokaże zdjęcia z pracowni, modele w pomniejszeniu, szkice i niespokrewnionego świadka, który widział że to rzeźba tego pana. Powtarzam, data pewna nie ma tu nic do rzeczy.

Bartłomiej Dymecki, 27 12 2009, 09:38

@fisz – chciałbym, aby było tak jak piszesz, ale tak nie jest. Otóż “skutki prawne daty pewnej” to pojęcie ustawowe i ja go sobie nie wymyśliłem. Kupno jakiejkolwiek gazety czy podobne sposoby mają się do tego nijak. Równie dobrze możesz mieć znajomości w drukarni i przekonać drukarza do wydrukowania wcześniejszego numeru gazety.

Jeśli chodzi o “uprawdopodobnienie” to wróć proszę do mojego poprzedniego komentarza – nie istnieje, żaden dokument, który spełniałby to o czym piszesz. Proces tworzenia możesz sobie dokumentować jak chcesz… jednak nie udowodnisz daty stworzenia zdjęć.

Jeśli uważasz, że uważasz, że wyszukiwanie świadków jest lepsze, niż kupno zdalnie certyfikatu za 5 zł to naprawdę się nie rozumiemy!!

Dlatego certyfikat przybliża Cię do ustalenia autorstwa w ten sposób, że jeśli posiadasz certyfikat z marca, a ktoś opublikuje ten sam utwór w kwietniu, to możesz łatwo udowodnić naruszenie prawa.

Data pewna ma tu bardzo wiele do rzeczy. Pomimo Twoich powtórzeń. Proszę Cię o dokładniejsze zapoznanie się z tematem.

Olgierd, 27 12 2009, 10:02

Wiarygodny Bloger pisze o rzeczach, na których się nie zna — zajebiste!
Ale odpowiem Tobie (a raczej Czytelnikom, bo dość już mieszania), w punktach:

- data pewna odnosi się wyłącznie, jak sama nazwa wskazuje, do daty dokonania czynności; w żaden sposób nie poświadcza autorstwa utworu;

- co do certyfikatu: o ile wiem macie po prostu zestaw Sigillum, kupiony na Authalia.com — będzie zatem wiadomo, że utwór oznaczyła Authalia.com. Jakie to ma znaczenie dla tego Kowalskiego??!

- faktur elektronicznych w to nie mieszaj: to jest rozwiązanie ustawowe. Podejrzewam, że nie rozumiesz różnicy, ale cóż…

- co do statusu ozz: zrozum wreszcie, że rejestracja stowarzyszenia nie ma nic wspólnego ze statusem ozz. To minister dopiero podejmuje stosowną decyzję (zezwolenie), po zapoznaniu się z tym, co robi stowarzyszenie, a następnie wpisuje to do Monitora Polskiego.
Zresztą przez jakiś czas o tym wiedziałeś (vide cytaty z Flakera, do zobaczenia u mnie na blogasku), ale już zapomniałeś.

Co ciekawe, wcześniej Authalia pisała, że tylko czeka na wzmiankę w MP, bo “w marcowym zarządzeniu MKiDN przecież być nie mogło”, a teraz się okazuje, że przecież to wszystko nieważne, a o postępowaniu wiedzieliście (ale się nie chwaliliście);

- temat “partnerstwa PWPW” już się wyjaśnił ;-) będzie “Sigillum partner technologiczny”, tak jak od początku mieliście w umowie ;-) więc nie ściemniaj z tym “wykracza poza “bycie klientem”.

Ogólnie jesteś paskudny Amwayowiec — jedziesz przepisanymi, wyuczonymi sloganami aż miło.

I teraz już tylko mnie zastanawia: pożyteczny naiwniak czy cyniczny drań.

Olgierd, 27 12 2009, 10:06

Nb. podobają mi się też teksty o tych prawnikach. Ja bym powiedział: karty na stół, kto Wam powiedział, że w taki sposób się uzyskuje status ozz? Kto Wam powiedział, że data pewna stanowi o jeszcze innych skutkach, jak wyłącznie poświadczenie daty dokonania czynności?
Nazwiska proszę.

Olgierd, 27 12 2009, 10:26

Aha, wiązanie tego z rozstrzygnięciami sądowymi dot. *procedury* patentowej to kolejna manipulacja — w zgłoszeniu do UPRP pierwszeństwo gra kluczową rolę.

Jednak znak/patent/wzór zawsze jest rejestrowany przez odpowiedni państwowy Urząd Patentowy. Nie przez prywatną spółkę, która stroi się w szaty niby-ozz.

Jak tak dalej pójdzie to nazwę Cię oszustem.

hep, 27 12 2009, 11:19

Rozumiem Olgierdzie, że jak prawo i dobre obyczaje nakazują- zwróciłeś się do tej prywatnej spółki z pytaniem na jakiej podstawie posłużyli się zwrotem “partner” w stosunku do PWPW SA?
Czy też oparłeś się tylko na twierdzeniach jednej strony ?
A może dysponujesz jakimiś dokumentami ?
Bo jeśli się okaże, że oni nie kłamią to chyba jesteś spalony ?

Bartłomiej Dymecki, 27 12 2009, 11:40

Na razie z Twojej strony widzę brak argumentów i ignorowanie niewygodnych faktów. Odpowiadam po kolei:

1. Rozważam wszystkie argumenty i Twoje argumenty są jak do tej pory mniej sensowne od argumentów Authalii oraz od wewnętrznych informacji z którymi się zapoznałem (pamiętaj o tym!) Jeśli masz ochotę dyskutować o mojej wiarygodności, rób to u siebie na blogu. Tutaj nie toleruję trollowania.

2. Według Ciebie “data pewna odnosi się wyłącznie, jak sama nazwa wskazuje, do daty dokonania czynności” – widzę, że kompletnie nie prześledziłeś przedstawionego toku rozumowania i argumentów. Data pewna sprawia, że masz pewność co do daty uzyskania certyfikatu. To wpływa na możliwości dowodowe. Tak trudno to pojąć??

3. “co do certyfikatu: o ile wiem macie po prostu zestaw Sigillum” – więc teraz zastanów się nad tym, czy w takiej sytuacji Authalia mogłaby oferować to co oferuje. Jak sądzisz?

“będzie zatem wiadomo, że utwór oznaczyła Authalia.com” – utwór oznacza PWPW, jako podmiot kwalifikowany!! Czy naprawdę nie pojmujesz, co to zmienia??

4. “faktur elektronicznych w to nie mieszaj: to jest rozwiązanie ustawowe” – chodzi o te same przepisy z ustawy o podpisie elektronicznym!

5. “co do statusu ozz: zrozum wreszcie, że rejestracja stowarzyszenia nie ma nic wspólnego ze statusem ozz” – jeśli nie zauważyłeś, to zaznaczyłem, że to się niedługo okaże. Dodatkowo proponuję żeby wrócił do końcówki mojego wpisu i odpowiedział na pytanie: co się stanie jeśli Minister nie zostanie wykreślony przez sąd??

6. “będzie “Sigillum partner technologiczny”, tak jak od początku mieliście w umowie” – a jakie Ty możesz mieć pojęcie o tym, co Authalia ma w umowie? :D Kompletnie nic na ten temat nie wiesz.

7. “Ja bym powiedział: karty na stół, kto Wam powiedział, że w taki sposób się uzyskuje status ozz?” – jeśli na poważnie oczekujesz “ujawniania nazwisk” przez Authalię, to jest to śmieszne.

8. “Aha, wiązanie tego z rozstrzygnięciami sądowymi dot. *procedury* patentowej to kolejna manipulacja” – Jeśli masz ochotę oskarzać kogokolwiek o manipulację, rób to na swoim blogu. To po pierwsze. Po drugie, nie przeczytałeś tego uważnie czy celowo nie zauważasz, że w cytatach chodzi o brak możliwości potwierdzenia daty?

9. “Jednak znak/patent/wzór zawsze jest rejestrowany przez odpowiedni państwowy Urząd Patentowy. Nie przez prywatną spółkę, która stroi się w szaty niby-ozz.” – Po raz kolejny dowodzisz, że nie wysiłeś się, aby zrozumieć treść wpisu. Certyfikat nie jest po prostu wystawiony przez prywatną spółkę o czym piszę po raz kolejny, za czym argumenty są wyżej i o czym pisać więcej nie zamierzam. Odnieś się do nich merytorycznie zanim zaczniesz wypisywać podobne stwierdzenia. Na razie to tylko Twoje wymysły.

fisz, 27 12 2009, 13:25

Odniosę się tylko do jednego fragmentu:

,,Dlatego certyfikat przybliża Cię do ustalenia autorstwa w ten sposób, że jeśli posiadasz certyfikat z marca, a ktoś opublikuje ten sam utwór w kwietniu, to możesz łatwo udowodnić naruszenie prawa.”

Wyobraź sobie taką sytuację. Możliwości są trzy:
1. Autorem jest ten, kto ma certyfikat.
2. Autorem jest ten kto opublikował.
3. Autorem jest osoba trzecia.

Ad 1. Prawa autorskie zostały naruszone. Certyfikat pomaga dowieść, że utwór rzeczywiście miał już ustaloną postać w marcu. Autor tak czy siak musi jeszcze udowodnić że jest autorem (bo on chce wywieść skutki prawne w postaci ochrony utworu od co najmniej marca).
Ad 2. Autor tak czy owak musi udowodnić że jest autorem (bo to tak jak poprzednio jego prawo zostało naruszone). Jak mu się uda, to ma z górki — nie musi się trudzić żeby wykazać od kiedy to naruszenie następuje, bo naruszający mu się podkłada :)

Ad 3. Jeśli autor pójdzie do sądu, to zakładam że ma inny mocny dowód na to że jest autorem (skoro ani nie nadał certyfikatu w marcu ani nie opublikował w kwietniu). Ale jak w poprzednich przypadkach i tak musi mieć coś innego niż ‘odcisk datownika’ na utworze.

Naprawdę nie widzisz, że data certyfikatu nie zmienia w sensie autorstwa kompletnie nic? To może to Cię przekona: katalog skutków prawnych daty pewnej jest określony (podałeś odnośnik we wpisie). W pozostałych przypadkach jest to tylko określenie daty (w uproszczeniu — pieczątka z datownikiem). Sąd nadal ma swobodę w ocenie dowodów, i dla niego oznaczenie egzemplarza utworu datą nie musi znaczyć kompletnie nic.

Makdaam, 27 12 2009, 13:48

>Jedna z głównych funkcji projektu to wydawania certyfikatów autorstwa.

z Authalia.com:
>…Jedyne czego potrzebujesz to udowodnić ten fakt.
i
> To nie tylko dowód autorstwa i ustalenia utworu z datą pewną, ale też bilet do Authalii.

W świetle
>Żaden dokument nie daje pewności, że ktoś jest autorem – czy to poświadczenie u notariusza, czy patent, czy certyfikat.

równie dobrze mogę sobie sam taki certyfikat wystawić, potwierdzić datę za pomocą listu (data pewna nie jest wymagana ustawowo w przypadku ustanawiania utworu) i za jedyne 1,55PLN mieć to samo z atrakcyjniejszym wizualnie certyfikatem.

Niestety oceniam Authalię jako polowanie na jeleni :/

Rulez, 27 12 2009, 13:57

Ty fisz,
Ty to chyba nie jarzysz, że to ten z kwietnia musi obalić domniemanie prawne autorstwa (art.8.2 upapp) tego z marca…
A jak to zrobić ?
No proste (hehe): udowodnić przestępstwo kradzieży utworu albo wykazać się dokumentem z datą pewną wcześniejszą niż data tego authaliańskiego pozwalający na wcześniejsze domniemanie autorstwa…
Sąd nie ma swobody oceny dowodów w tym przypadku (art.234 kpc)
Nie pisz stary głupot…

Makdaam, 27 12 2009, 14:09

@Rulez
>wykazać się dokumentem z datą pewną
Dowolnym datownikiem, niekoniecznie datą pewną, chociaż też może być.

Rulez, 27 12 2009, 14:25

Kolejny “fachowiec” :)
Makdaam wysyłaj sobie list codziennie do siebie, najlepiej w środku pusty. Zbieraj koperty.
Żaden sąd nie uwzględni takiego “dowodu” przeciwko dokumentowi z datą pewną.

Makdaam, 27 12 2009, 14:34

>Żaden sąd nie uwzględni takiego “dowodu” przeciwko dokumentowi z datą pewną.

Dlaczego miałby nie uznać zamkniętej koperty albo darmowego timestampa? Jakaś podstawa prawna? Może orzecznictwo?

Data pewna potwierdza tylko wykonanie pewnej czynności w określonym czasie, nie przesądza o tym co ktoś inny zrobił w innym czasie i innym miejscu. Zyskujesz tylko tyle, że sąd prawdopodobnie nie będzie rozstrzygać o wiarygodności Twojego datownika, co z resztą nie jest potrzebne, bo będzie późniejszy od mojego.

Olgierd, 27 12 2009, 15:43

@hep: twierdzenie opieram na podstawie wypowiedzi rzecznika prasowego PWPW SA. Authalia.com może pisać o “partnerstwie technologicznym Sigillum”.
Authalia natomiast wspaniałomyślnie, dla dobra partnera, zapowiedziała taką właśnie zmianę na stronie ;-)

@BD: ad. 1) co do trollowania — jesteś w tym mistrzem. W pisaniu tekstów o rzeczach, na których się nie znasz wicemistrzem (a ja byłbym zaraz po Tobie, gdybym zaczął pisać np. o kodowaniu albo o języku hiszpańskim; też się nie znam);

ad.2) na możliwości dowodowe — ale na jaką okoliczność ten dowód? Słowem: co ma z niego wynikać?

ad. 4) przepisy o e-fakturach są, prawo wiąże z wystawieniem faktury w takim sposób pewne konsekwencje. Nie ma natomiast przepisów, które sprawiałyby, że oznakowanie czasem utworu staje się… no właśnie, nie wiem nawet jakie.

ad. 5) nic się nie stanie. Organizacją zbiorowego zarządzania Authalia.org na pewno przez to się nie stanie, ponieważ statut czy treść wpisu w KRS nie ma nic wspólnego z art. 104 pr.aut.;

ad. 6) mówił mi rzecznik prasowy PWPW;

ad. 7) czyli tych nazwisk nie ma??! haha to jest najśmieszniejsze zatem z wszystkiego, co piszesz;

ad. 8) jesteś kupionym blogerem i manipulantem, napiszę to na Twoim blogu, żeby Twoi Czytelnicy mieli tego świadomość. To raz. A dwa, że czy rozumiesz, że potwierdzenie daty ma znaczenie przy postępowaniu przed UPRP, ale nie ma w postępowaniu przed Authalia.com i Authalia.org??!

Reasumując — uwielbiam teksty dyletantów o prawie. Naprawdę, muszę zacząć pisać o motoryzacji.

hep, 27 12 2009, 16:00

@Olgierd “mówił mi rzecznik prasowy PWPW”
Jak rozumiem, kiedy rzecznik PWPW powie, że Cię dokładnie nie zrozumiał i faktycznie PWPW SA jest partnerem Authalii to zdajesz sobie sprawę co się z Tobą stanie ?
Twoja odpowiedź świadczy o tym, że nie wystąpiłeś do owej Authalii z takim samym zapytaniem.
i może być Zonk…

Bartłomiej Dymecki, 27 12 2009, 16:53

@fisz To co piszesz to nie są argumenty prawne. Jeśli ktoś posiada certyfikat to jest to wystarczające, jeśli oponent nie przeciwstawi temu równie silnego argumentu. Jeśli uważasz, że jest inaczej, to proponuję powoływać się na argumenty prawne :-)

@maakdam Nie, nie możesz potwierdzić daty w taki sam sposób za pomocą listu. Ważność daty pewnej wynika z ustaw. Tak jak wyżej, to o czym piszesz to nie jest argument prawny. Wymyśliłeś ten “dowolny datownik”? Dowolny to znaczy jaki? Co będzie mieć prawnie taką samą rangę, jak dokument od notariusza??

@rulez Dziękuję za wskazanie podstaw prawnych.

Bartłomiej Dymecki, 27 12 2009, 17:20

@Olgierd

po kolei, z pominięciem głupot z którymi nie zamierzam nawet dyskutować.

ad 2 – czy ty kpisz sobie ze mnie? Czyżbyś jeszcze nie zrozumiał, co wynika z tego certyfikatu pomimo że jest to długo wałkowane? A co wynika z poświadczenia daty u notariusza? To samo wynika z poświadczenia daty w Authalii. Będzie to argumentem w każdym sporze dotyczącym prawa autorskiego. Jeśli uważasz że jest inaczej – przedstaw konkretne dowody prawne, bo pomimo tego, że ponoć jesteś prawnikiem (tak twierdzisz), nie przedstawiasz argumentów. Twoje “widzi mi się” nie ma żadnego znaczenia w tym momencie.

ad 4 – nie przepisy o fakturach, ale przepisy o prawnych skutkach daty pewnej.

ad 5 – taka jest Twoja ocena. Ja znam inne oceny prawne, które wskazują na rzecz dokładnie odwrotną. Oczywiście Ty uważasz, że posiadasz jedyną obowiązującą wykładnię prawa. Tak na szczęście nie jest.

ad 6 – :D Nie wiem co Ci mówił rzecznik, ani nie wiem jakie pytania zadałeś, nie interesuje mnie to, bo to nie moja sprawa i nie mam z tym nic wspólnego. Wiem natomiast na czym współpraca polega i że Ty opowiadasz rzeczy absurdalne w tym temacie. Zapytałem Cię czy w przypadku Twoich twierdzeń o współpracy Authalia mogłaby oferować to co oferuje… Potrafisz odpowiedzieć na to pytanie skoro jesteś takim ekspertem??

ad 7 – ?? Nazwisk nikt Ci nie poda człowieku. Skąd Ty się urwałeś?? Myślisz że możesz od firmy oczekiwać podawania nazwisk osób z którymi współpracuje??

ad 8 – Po pierwsze – informuję, że każdy Twój kolejny komentarz z takimi sformułowaniami oraz każdy komentarz zawierający celowe kłamstwa będzie natychmiast usuwany. Po drugie – jakim znowu “postępowaniu przed Authalia.com i Authalia.org”? Nie ma czegoś takiego. Czy Ty rozumiesz o czym piszesz? Wymyślasz sobie coś sam, a potem z tym dyskutujesz? Tak jak potwierdzenie daty miało znaczenie w zacytowanej sprawie, tak samo może mieć znaczenie w innych rodzajach spraw.

Kto jest dyletantem, czytelnicy mogą sami ocenić po przeanalizowaniu mocy prawnej certyfikatu oraz Twojego braku argumentów.

Makdaam, 27 12 2009, 17:38

>jeśli oponent nie przeciwstawi temu równie silnego argumentu

czyli pieczątki z datą na Poczcie… certyfikat z Authalii nie jest niekwestionowanym źródłem wiedzy absolutnej na temat autorstwa, tak naprawdę to tylko drogi (w sensie ceny) timestamp.

>Co będzie mieć prawnie taką samą rangę, jak dokument od notariusza??

Po pierwsze widzę pomieszanie pojęć: Data pewna to nie dokument od notariusza. Może być wystawiona przez notariusza, ale nie musi.

Po drugie, za słownikiem SJP: dowolny 1.zależny tylko od własnej woli, nieskrępowany nakazami ani przepisami 2. jaki bądź

Jeżeli przybiję sobie darmowego timestampa na utworze lub poproszę osobę trzecią (najlepiej niespokrewnioną) o podpisanie się pod potwierdzeniem daty, to jest to w świetle prawa autorskiego tak samo ważne jak certyfikat z kokardką przysłany przez Authalię. Dopiero sąd może ocenić wiarygodność takiego timestampa na podstawie tego czy a)wykorzystano technicznie poprawne metody kryptograficzne, czy b)wystawiający podmiot jest w jakiś sposób ode mnie uzależniony (czy nie sfałszował timestampa na moje życzenie) oraz czy c) sam timestamp nie został sfałszowany przeze mnie. Dokładnie to samo będzie czekało osobę, która ma certyfikat z Authalii, z tym, że biegły może potwierdzić zgodność z wymogami stawianymi podmiotom wystawiającym certyfikaty kwalifikowane, w związku z tym oszczędzi 2h wywodu na temat punktów a) i b) podczas rozprawy.

Działania nie fair ze strony Authalii to twierdzenie, że ich certyfikat to coś więcej niż timestamp, że rodzi to jakieś nowe skutki prawne.

Bartłomiej Dymecki, 27 12 2009, 18:02

@Maakdam – nie, pieczątka z datą na poczcie z pewnością nie jest równoważnym argumentem. Jeśli chodzi o notariusza – certyfikat Authalii ma taką samą rangę. O to w tym właśnie chodzi. Porównywanie go z pieczątką z poczty jest bezcelowe.

Co masz na myśli pisząc o podmiocie wystawiającym timestampa? Co w ogóle rozumiesz pod tym pojęciem?

Makdaam, 27 12 2009, 18:11

>Co masz na myśli pisząc o podmiocie wystawiającym timestampa?

Chodzi o TSA.

Obawiam się, że ma dokładnie tą samą rangę co pieczątka na poczcie, a nawet zeznania osoby trzeciej co do daty wykonania czynności. Chyba, że dowiedziono w tym konkretnym przypadku inaczej (ustalono, że doszło do poświadczenia nieprawdy – art. 233 KK).

Bartłomiej Dymecki, 27 12 2009, 18:40

@Makdaam

Jeśli chodzi o znakowanie czasem przez inne podmioty kwalifikowane, to nie wiem jak wygląda sytuacja. Zapewne jeśli prawnie mają taką samą sytuację jak PWPW, to pewnie mamy podobną moc prawną. Jak jest dokładnie – nie wiem. Jednak faktem jest, że taka usługa nie jest dostępna na rynku.

Nie potrafię sobie wyobrazić, aby pieczątka mogła cokolwiek udowodnić. To taki problem rozkleić kopertę i włożyć do niej coś innego?

Co do zeznań to nie znam prawnej analizy, ale jestem pewien, że uzyskanie certyfikatu jest prostsze, niż ciąganie świadka przed sąd.

Rulez, 27 12 2009, 19:09

@Makdaam “Działania nie fair ze strony Authalii to twierdzenie[..]”
Jak ja lubię “dyletantów” :D
W ogólnodostępnych informacjach na stronach authaliańskich można przeczytać:
(tłumaczę na przepisy prawa tak jak to rozumiem)
Oświadczenie o autorstwie (art.60,61 kc w połączeniu z art. 8 ust. 2 uopapp) składane przy zawarciu umowy (art.66 66 ind.1 w połączeniu z art.71) o publiczne zamieszczenie reklamy, z jednoczesnym oznaczeniem tej umowy zawartej w formie pisemnej datą pewną (art.7 ust.2 uope w połączeniu z art.81 kc) wraz z zaproszeniem osób trzecich do zawarcia umowy licencyjnej (na bazie art. 16 i 17 uopapp)przy uwzględnieniu art 6 ust.1 punkt 12 oraz dodatkowo uwzględniając anonimową publikację należy uznać, że na podstawie art.8 ust.3 przy uwzględnieniu art.15 upapp np. Authalia będzie zastępować twórcę na podstawie ustawy.

Jeżeli chcesz to porównać do wysłania listu do siebie to nie mamy więcej o czym pisać.
Dodam ogromne wątpliwości palestry w przypadku skutku znakowania czasem występującego dla osób trzecich.
Można się też spierać a nawet napisać rozprawę doktorską na temat dokumentu oznakowanego czasem przez jednostkę państwową jako dokumentu urzędowego…
Jak mniemam, to to ich Stowarzyszenie jeżeli może zawierać umowy na korzystanie z utworów wielu swoich członków to jest organizacją zbiorowego zarządzania w rozumieniu słownikowym.
Czy są OZZ w rozumieniu uopapp ? – nie mnie to rozstrzygać… choć jeśli sąd ocenił, że ichni statut jest zgodny z przepisami prawa a tym statucie jest napisane wprost (§1), że są OZZ w rozumieniu ustawy upapp i tak wpisano do KRS to według mnie :są również.

Makdaam, 27 12 2009, 19:20

>Jednak faktem jest, że taka usługa nie jest dostępna na rynku.

Żeby daleko nie sięgać, cennik Sigillum http://www.sigillum.pl/sig-cmsws/page/?F;161
100 znakowań czasem można mieć już od 256,20 PLN (2,562 PLN za znakowanie) w przypadku ilości hurtowych cena spada do kilku groszy za znakowanie.

>Nie potrafię sobie wyobrazić, aby pieczątka mogła cokolwiek udowodnić. To taki problem rozkleić kopertę i włożyć do niej coś innego?

Kwestia doboru ospowiedniej koperty, tu muszę przyznać rację, że o wiele łatwiej i wygodniej jest wysłać maila na swoją skrzynkę e-mailową u znanego powszechnie dostawcy (wp, onet, o2, gmail). Tam mamy datę odbioru i treść.

Makdaam, 27 12 2009, 19:43

@Rulez, aka “cała palestra”
>Oświadczenie o autorstwie[...]na podstawie ustawy.

Czy w przypadku sprawy cywilnej o ustalenie autorstwa stawia to klienta Authalii w prawnie lepszej pozycji od nieklienta Authalii? IMO nie, stowarzyszenie może sobie założyć każdy, przedsiębiorstwo też. Authalia to zwykła osoba trzecia potwierdzająca, że o zadanym czasie przedstawiono jej sumę kontrolną takiej, a nie innej treści. W sumie to nawet nie Authalia tylko PWPW jako TSA na zlecenie Authalli, co czyni z Authalii hmm pośrednika, który poza pobraniem prowizji nie robi nic? (katalog utworów/album na razie zostawiam na boku, wszelkiego rodzaju stocki istnieją i mają się dobrze)

>Dodam ogromne wątpliwości palestry w przypadku skutku znakowania czasem występującego dla osób trzecich.

Takie czytanie w myślach całej zbiorowości mnie rozłożyło na łoptaki :S nie umiem czytać w myślach pojedynczych ludzi, a co dopiero całej branży. Co do wątpliwości pojedynczych prawników się zgodzę, bo o nich czytałem. Na całe szczęście w przypadku nowoczesnych technologii nie musimy polegać na branży zupełnie z nowoczesnymi technologiami niezwiązaną. Niestety w przypadku znakowania czasem nieopisanego w ustawach (nie wykonywanego przez Sigillum, KIR i UNIZETO) sąd musi rozpatrzyć wszystkie okoliczności “ręcznie” i nie może z automatu przyjąć poprawności timestampu, co nie znaczy, że automatycznie może go odrzucić jako niewiarygodny.

Jak dla mnie EOT, poczekam na rozstrzygnięcie ze strony MKiDN oraz na odpowiedź z PWPW i tyle. Co do bycia fair, można też zupełnie zgodnie z prawem sprzedawać słoiki z powietrzem 1000PLN/szt podpierając się prawem, tylko czy wciskanie ludziom niepotrzebnych rzeczy za zawyżoną cenę jest etyczne?

Orion, 27 12 2009, 19:46

@ Makdaam
podałeś nieprawdziwe info o cenie usługi:
Ta cena zawiera tylko 12 miesięcy.
Usługa archiwum elektronicznego, którą masz w cenie – kosztuje około 120 zeta/miesiąc. Widziałem też ceny jego uruchomienia (koło 4 tysi)
dodatkowo wynajmij serwer na trzymanie swojej twórczości i zajmuj sie jego reklamą.
Jakby co wynajmij też kancelarię do zawierania umów licencyjnych.
Jak dla mnie to ich cena jest za niska… ale to ich produkt.
A na marginesie: lepiej wyślij sobie sms zamiast maila :) bo taką datę odbioru wraz z treścią Admin robi “od reki”

Makdaam, 27 12 2009, 20:03

@Orion,
Ta cena oznacza tyle, że w ciągu roku będę musiał wykorzystać wszystkie znaczniki czasowe, które będą ważne przez tyle ile będę je trzymać (to jest dokładnie taki sam znacznik, jaki wydaje Authalia – PWPW nie ma niczego “mocniejszego”).

Co do bezpiecznego archiwum elektronicznego, to czy mógłbym się w końcu dowiedzieć po co to jakiemukolwiek twórcy?

>dodatkowo wynajmij serwer na trzymanie swojej twórczości i zajmuj sie jego reklamą.
> Jakby co wynajmij też kancelarię do zawierania umów licencyjnych.
Są stocki fotograficzne, jest muzyczne jamendo… wszystko bez opłat ze strony twórcy.

Co do SMSa, to jest o wiele wygodniej niż mail, bo mogę go zmodyfikować sam na swojej komórce, bez pomocy przekupionych administratorów z 10 portali, w tym kilku zagranicznych. :)

Orion, 27 12 2009, 20:30

@ Makdaam “Co do SMSa”
no to teraz sam napisałeś ile warte są twoje “dowody” :D

Makdaam, 27 12 2009, 21:32

SMSa nie wymieniałem wśród środków znakowania czasem. Co do przekupienia adminów kilku portali, to równie dobrze mógłbym przekupić pracowników PWPW aby wydobyć prywatny klucz do certyfikatu CA lub TSA i pobawić się w backdating. Nie ma 100% zaufanej metody znakowania czasem, trzeba brać pod uwagę na ile prawdopodobne jest zainwestowanie sporych środków w podrobienie znakowania czasu dla przejęcia praw do utworu wartego kilkaset złotych.

Ale wchodzimy w szacowanie ryzyka, czyli zdecydowanie wykraczamy poza temat przydatności Authalii społeczności twórców.

Janusz, 27 12 2009, 21:46

Przypatruję się tej dyskusji od pewnego czasu. Zaczęło się od sytuacji, która jako żywo przypomina mi tę z 212kk a kończy się na pierdołach czy jakieś coś powinno kosztować 2,65 3,27 czy 7,38
paranoja jakaś ?

Olgierd, 27 12 2009, 23:37

@hep: widzę, że nie jesteś na bieżąco, treść mejla od rzecznika PWPW opublikowałem. Brzmi ona:

“Chciałbym oświadczyć, że Sigillum PCCE – jedna z marek produktowych Polskiej Wytwórni Papierów Wartosciowych SA – jest partnerem technologicznym projektu Authalia.com. Zgodziliśmy się na wykorzystanie logotypu Sigillum PCCE oraz określenie “Parnter technologiczny”, bo odpowiada ono naszemu rzeczywistemu zaangażowaniu w projekt. W zakres usług świadczonych przez Sigillum PCCE na rzecz Authalia.com wchodzi znakowanie czasem oraz przechowywanie utwórów w bezpiecznym e-Archiwum.
PWPW nie jest w żadnym wypadku patronem ani udziałowcem tego projektu, tzn. nie odpowiadamy za cele biznesowe, do których wykorzystywane są nasze e-produkty, odpowiadamy jedynie przed Klientem za ich technologiczną sprawność i funkcjonalność.”

to chyba dość jasne??

Pytanie zadałem też Authalii. Brzmiało ono:

“na czym polega partnerstwo PWPW SA?”

Na co udzielono mi odpowiedzi:

“PWPW SA w projekcie jest odpowiedzialna za znakowanie czasem utworów (wydawanie poświadczeń elektronicznych zwanych też żetonami czasu oraz ich przechowywanie) i certyfikatów, przetwarzanie danych osobowych w nich zawartych, oraz trzymanie certyfikatów w bezpiecznym archiwum przez dowolny okres (od chwili zapisu). W archiwum tym dokonywane będzie okresowe znakowanie czasem w celu zapewnienia wartości dowodowej przez cały okres przechowywania.
System eArchiwum jest zgodny z obowiązującym w kraju ustawodawstwem, tj.:· Ustawa z z dnia 18 września 2001 r. o podpisie elektronicznym (Dz. U. z dnia 15
listopada 2001 r.)· Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 14 lipca 2005 r. w sprawie wystawiania oraz przesyłania faktur w formie elektronicznej, a także przechowywania oraz udostępniania organowi podatkowemu lub organowi kontroli skarbowej tych faktur (Dz.U.Nr 133,poz.1119).
W związku z mocą dowodową tak przechowywanych dokumentów, Użytkownik nie będzie się musiał martwić o dostęp do dowodów autorstwa czy opublikowania utworu, czy też złożenia oświadczeń w określonym czasie.
Usługi takie można nazwać “elektronicznym notariuszem” i “elektronicznym depozytem notarialnym”.”

Jak widać poplątanie z pomieszaniem, ale cóż — Authalia.

Na tym kończę moją obecność w tym temacie i na tym blogu.

Rulez, 28 12 2009, 00:07

W odpowiedzi rzecznika w ogóle nie wynika, że Authalia nie miała prawa do użycia zwrotu “partner PWPW SA”.
Jako prawnik powinieneś to zauważyć…
Authalię z kolei zapytałeś “na czym polega partnerstwo”
I jak widzę, odpowiedzieli Ci wyczerpująco.
Nie zapytałeś natomiast na jakiej podstawie nazywają PWPW SA partnerem projektu…
Jako prawnik powinieneś rozróżnić te pytania.
I módl się chłopie, żeby nie mieli tego w umowie…
idę spać :)

Bartłomiej Dymecki, 28 12 2009, 08:19

@Makdaam – żaden email ani sms nie daje takiej pewności prawnej i nie powoduje prawnych skutków daty pewnej. Proponujesz to w zastępstwie pewnego certyfikatu? Nie wydaje mi się to dobrym wyjściem. Ja wybiorę jednak znakowany certyfikat :)

Co do pakietu Sigillum to chyba trzeba jeszcze wiedzieć jak tego używać, wdrożyć to? Szczerze to nie znam się na tym i nie wiem jak to wygląda. Ja mówiłem o takiej usłudze, jak oferuje Authalia – o nic nie musisz się martwić, poświęcasz kilka minut czasu i dostajesz certyfikat. To jest coś nowego.

Piszesz o ‘wszelkiego rodzaju stockach’ – czy w tych stockach można umieszczać dowolne utwory? Czy te stocki są połączone z usługą znakowania czasem? Pamiętaj, że Authalia to kompleksowa platforma. Czegoś takiego do tej pory nie było na rynku.

Przy czym nie twierdzę, że nie ma innej metody osiągniecia celów realizowanych przez Authalię.

Nie wiem czy “100% zaufanej metody znakowania czasem”, ale wiem że polskie prawo zwraca szczególną uwagę na podmioty kwalifikowane.

@Olgierd – tak jak pisałem nie interesuje mnie jakie informacje otrzymałeś. Ja wiem jak wygląda sprawa i mi to wystarcza :-) Na moje pytanie, jak widzę, nie odpowiedziałeś. Poplątanie i pomieszanie widzę w Twojej wypowiedzi, co @Rulez słusznie zauważył.

mrozi, 28 12 2009, 12:25

Im bardziej czytam co tu jest napisane tym bardziej stwierdzam że autor blogu błądzi. Tak na chłopski już nawet nie prawniczy łeb to się kupy nie trzyma. Nie jest istotne skąd masz podpis elektroniczny. Podpisanie nim nie oznacza , że coś jest dokumentem prawnym. To określa dana instytucja urząd. Jeżeli na chwilę by założyć karkołomną tezę , że jest to “instytucja państwowa” ( PWPW S.A. – spółka akcyjna !!!) to nie ma żadnej pewności o tym , że ona weryfikuje jej treść ( bo jakoś nie widzę mechanizmu , który by to dawał). Pomijanie też kwestii , że w sensie prawnym nie jest to OZZ też jest nader dziwne skoro ta instytucja to tak szeroko przytacza na potwierdzenie swojej wiarygodności.
Niestety takie a nie inne przedstawienie pokazuje , że jest to nie uczciwe podejście do potencjalnych klientów.
I żal się robi , że nie zauważasz oczywistych faktów. Ktoś wymyślił genialny plan ( dobry zarobek) i może i przy udziale wielu prawników ale prawa ( nawet prawdy) to się nie trzyma. Ma to więcej dziur niż szwajcarski ser i jak się oprze taka kiedyś sprawa o sąd nie ma pewności , że to będzie jakikolwiek wpływ sprawie o ustalenie praw autorskich. Albowiem w najlepszym wypadku stwierdza dokładnie datę oświadczenia, że jest to moje dzieło i nic poza tym. Na pewno nie implikuje , że jest to jego dzieło. Co sugerują niestety slogany na stronie Authalia.

Makdaam, 28 12 2009, 12:51

@Bartłomiej Dymecki
Proszę nie wkładać w moje usta SMSów, jeżeli tak rozumie Pan tekst pisany, to nie mamy porozumienia co do przekazywanej przez pismo treści.

>Co do pakietu Sigillum to chyba trzeba jeszcze wiedzieć jak tego używać, wdrożyć to?

Wymaga przeczytania aż 2 akapitów z instrukcji dostarczonej przez Sigillum wraz z całym pakietem do podpisu elektronicznego. Następnie zaznaczenia opcji “znakowanie czasem” przy podpisywaniu. Ja bym zatrudnił do tego konsultanta albo nawet trzech.

Ponieważ nie chce mi się prowadzić darmowej korekty merytorycznej, do poniższych komentarzy nie będę się już odnosić. Każdy zainteresowany cennikiem usług i sposobem działania tzw. bezpiecznego znakowania czasem może poszukać sobie tych informacji w Internecie.

Do zobaczenia gdzie indziej i szczęśliwego nowego roku.

Bartłomiej Dymecki, 28 12 2009, 13:27

@mrozi – otóż o randze dokumentu znakowanego czasem decyduje ustawa o podpisie elektronicznym. Jest to opisane we wpisie wraz z podstawami prawnymi.

Żaden dokument na całej ziemi nie implikuje, że jesteś autorem czegoś :) To że dostajesz np. patent nie oznacza, że nikt tego nie wymyślił przed Tobą i tak dalej… Ale jeśli jako pierwszy posiadasz jakiś dowód autorstwa, to jesteś na lepszej pozycji!

@Makdaam – i gdy chcę zabezpieczyć jeden plik to muszę kupić zestaw za kilkaset złotych? :) Skrytykowałeś propozycję Authalii nie podając alternatyw. A ja taką alternatywę chętnie poznam!! Tylko proszę, aby była równie pewna i łatwa w użyciu.

Alek Tarkowski, 28 12 2009, 14:14

Witam, jako Creative Commons Polska otrzymaliśmy informacje o projektach Authalia i nadal nie rozumiem dwóch rzeczy:
1. w jaki sposób zarejestrowanie utworu (z poświadczeniem daty rejestracji) poświadcza autorstwo utworu? nie widzę tutaj związku.
2. dlaczego twórcy Authalii uparcie twierdzą, że można patentować twórczość?
Przyznam, że wszelkie wyjaśnienia, które dotychczas czytałem, były napisane w bardzo niejasny sposób – jak na startujący projekt, który powinien być w stanie wytłumaczyć klarownie klientom swoje podstawy, nie wróży to dobrze i budzi moją nieufność.

mrozi, 28 12 2009, 14:42

@Bartłomiej Dymecki – problem jest jednak taki , że czytając to co jest ich na ich stronie można odnieść takie błędne wrażenie ( że to gwarantuje Ci , że jesteś autorem). Czy jesteś na lepszej pozycji sprawa dyskusyjna zależy to od warunków początkowych i data czasem nie ma żadnego związku z autorstwem utworu dzieła czy co tam sobie wymyślimy. I tak naprawdę to jest podstawowy zarzut , że nie jest to uczciwe i rzetelnie przedstawione na ich stronie ( nie mówię o strzelaniu sobie samobója ale o klasycznym ostatnio marketingowym mijaniu się z prawdą lub jej niedopowiedzeniu). I w tle te sprawy z OZZ i PWPW S.A. pokazuje jak ta wiarygodność stoi na glinianych nogach.
Bo status OZZ jest raczej wątpliwy a z tym partnerstwem PWPW S.A. było więcej niedopowiedzeń marketingowych niż
rzetelnych faktów.

hep, 28 12 2009, 16:03

@Olgierd
widzę, że już ktoś ci odpowiedział, więc nie będę powielać tematu.

@mrozi z działania tego serwisu wynika, że składasz oświadczenie, że jesteś autorem, a Twoja praca jest twórcza. Więc jak ???
składasz fałszywe oświadczenie ??
I z jakich powodów miałbyś nie obronić własnego autorstwa ?
To przecież głupota jest.
Zdanie takich ludzi jak Olgierd to jego prywatne zdanie (A może jemu taki serwis jest niewygodny ?)
Z tego co ja widzę, to sąd będzie oceniać te dowody, nie Olgierd…

p.s. W sieci nie widzę żadnych osiągnięć prawnych blogera Olgierda

A tak na marginesie to ta Authalia jest konkurencją dla blogera Olgierda !

sprawdźcie: http://www.artserwis.pl/index.php?f=1

I TO WYDAJE MI SIĘ NIEŁADNE… BAARDZO NIEŁADNE… :(

Alek Tarkowski, 28 12 2009, 16:08

hep, proponuję, żebyś podpisał się pod tym, co piszesz imieniem i nazwiskiem.

fałszywe oświadczenia, jak dobrze wiadomo, składa bardzo wiele osób. przy niskim poziomie wiedzy prawnej można też nieświadomie przypisać sobie autorstwo w przypadku np. utworu zależnego lub zbiorowego.

Bartłomiej Dymecki, 28 12 2009, 16:22

@mrozi – sprawa partnerstwa PWPW jest dla mnie bardzo jasna, insynuacje Olgierda mnie nie interesują. Masz prawo uważać, że data nic nie zmienia. Informacje na stronie Authalii są według mnie rzetelnie przedstawione. Z tego co widzę to w tym momencie siejesz zarzuty bez konkretów.

@Alek – poprosiłem kogoś z Authalii żeby Ci odpowiedział.

Olgierd, 29 12 2009, 17:37

No i wszystko jasne, hep to po prostu jeszcze jeden anonim z Olsztynka. Nawet teksty się powielają…

Litości, naprawdę moglibyście zadbać o lepszy marketing, a nie nawiedzonego amwayowca podkręcać i pisać wszędzie te same brednie…

A może — to taka myśl na teraz — lepiej od razu zainteresować tymi oszustwami prokuraturę? Co panie “hep”?

hep, 29 12 2009, 20:09

Moim prywatnym zdaniem chorzy powinni się leczyć.
I tyle.
Henryk Polecki

Bartłomiej Dymecki, 29 12 2009, 21:35

Olgierd,

przegiąłeś, a ostrzegałem Cię. Masz ode mnie kategoryczny zakaz wstępu na ten blog.

Bartłomiej Dymecki, 29 12 2009, 22:13

Żeby nie było nieporozumień, uciślę: przez zakaz rozumiem to, że od tej pory każdy Twój komentarz będzie usuwany. Sprawdzę zresztą jak to zautomatyzować po stronie panelu administracyjnego. Nie potrzebuję tutaj bicia piany w Twoim wydaniu :-)

Alek Tarkowski, 29 12 2009, 22:25

@Bartłomiej Dymecki
wydaje mi się, że cenzurowanie dyskusji przez usuwanie cudzych postów (a nie są one np. wulgarne) jest czymś nieuczciwym i brzydkim. Poproszę również o zakaz wstępu na tego bloga, oraz ew. usunięcie moich komentarzy, jeśli chce Pan mieć pełen monopol na prawdę w tej wymianie komentarzy.

Bartłomiej Dymecki, 29 12 2009, 22:43

@Alek,

uczciwie ostrzegałem Olgierda, że nie toleruję takich zachowań. Twoim zdaniem mam pozwalać wypowiadać się tutaj komuś kto mnie celowo obraża? Na pewno nie zamierzam i to moje prawo.
I czy od kogoś kto twierdzi, że jest prawnikiem tym bardziej nie należy wymagać umiejętności kulturalnej dyskusji?

Bartłomiej Dymecki, 29 12 2009, 22:44

Dodam, że dotyczy to nie tylko tej dyskusji, ale całego bloga i to bezterminowo.

bartekd: Z dyskusji na blogu można prześledzić, jak zachowuje się pan otagowany comments | flaker.pl, 30 12 2009, 10:52

[...] reklama bartekd przed chwilą Z dyskusji na blogu można prześledzić, jak zachowuje się pan bloger olgierd. Odmówienie dyskusji, gdy wychodzi na to, że gada głupoty, a następnie powrót z wyzywaniem mnie od "nawiedzonego amwayowca". Wstyd, taki stary, a tak trolluje. dymecki.pl/…thalia-wzbudza-kontrowers… [...]

qdly, 30 12 2009, 17:56

czy to znaczy ze jesli zrobie screenshota z wp, zeby daleko nie szukac, i wrzuce go na owa strone, zaplace ten xxx zlotych, to jestem autorem? bo przeciez jako pierwszy zarejestruje schemat/strukture strony! i ukochane PWPW (spoolka akcyjna) bedzie mi pomagalo uzyskac do niej prawa? cos wyglada ze przekret przegapilem. czy wy czasem czytacie cos poza reklamami i wlasnymi wypocinami? toz sama idea jest chora, mniejwiecej tak jak nasz system ustawodawczy!

Bartłomiej Dymecki, 30 12 2009, 18:12

@qdly, nikt nie twierdzi że w takiej sytuacji jesteś autorem. Jeśli twierdzisz, że idea jest chora, to pamiętaj, że Authalia nie zamierza tworzyć żadnych nowych praw, a jedynie korzystać z tych już istniejących oddając je ręce każdego chętnego.

omar, 30 12 2009, 22:24

Nie qdly, wtedy jesteś po prostu złodziejem…
a prawo takich nie chroni :)

Mistral, 31 12 2009, 09:50

Wczoraj tu widziałem wpisy Olgierda. A dziś ich nie widzę. Nie były nieprzyjemne lub chamskie gdzie one są teraz?

Bartłomiej Dymecki, 31 12 2009, 10:44

@Mistral – żadne komentarze Olgierda nie będą się już tutaj ukazywać. Wcześniej jasno to zakomunikowałem.

xbartx, 4 01 2010, 14:17

https://docs.google.com/a/legeartis.org.pl/fileview?id=0B0ouy3qbHj85MDgxMDQ5YzQtZmE0Yi00NDUwLThiNDMtYWM3OTQyNWY5YzAz&hl=pl

“A Sąd, jak mnie uczono, jest ważniejszy niż Minister…” no to jak to w końcu jest z tym OZZ?

Aleksander, 4 01 2010, 15:06

Szanowny Panie Bartku, ponieważ jako prawnik (z wykształcenia i praktyki) w dużej mierze zajmuję się ochrona tzw. własności intelektulanej chciałbym Pana zapewnić, że większość z tego co Pan pisze (za Authalią) to są zwyczajne bzdury.

Rozumiem, że nie jest Pan prawnikiem i nie musi się na prawie znać, ale w takim wypadku wypada powstrzymać się od wypowiadania kategorycznych osądów – choćby po to, aby się nie ośmieszać.

Oczywiście zaraz odpowie Pan na ten post kolejnym stekiem bzdur i pseudoprawniczych wywodów… prosze bardzo, więcej na Pana blogu wypowiadać się nie mam zamiaru, gdyż cenzura komentarzy blogu w imię obrony własnych urażonych uczuć jest śmieszne, ba dziecinne.

Co do OZZ to zgodnie z wyrokiem sądu Authalia OZZ nie jest, bo nigdy nie mogła być…

Bartłomiej Dymecki, 4 01 2010, 15:19

@xbartx, pisałem “Wiem, że różne sporne kwestie, jak bycie OZZ już niedługo będą wyjaśnione” Czy myślisz, że jeśli ostatecznie okaże się, że Authalia.org nie jest OZZ to ktokolwiek z Authalii będzie się upierać, że jest? Z pewnością nie.

@Aleksander, ma Pan rację że nie odpowiem Panu, ponieważ nie odpowiadam na niemerytoryczne komentarze. Lepiej więc będzie, jak rzeczywiście powstrzyma się Pan od dalszego komentowania.

Pilav, 4 01 2010, 17:03

Panie Blogerze, pisze Pan:

“Czy myślisz, że jeśli ostatecznie okaże się, że Authalia.org nie jest OZZ to ktokolwiek z Authalii będzie się upierać, że jest?”

To oczywiste, że nie będą kwestionować decyzji sądu (czy aby na pewno?). Szkoda, że próbowali kwestionować zdanie Ministra.

O tym, że Authalia nie jest OZZ było wiadomo w momencie kiedy Ministerstwo tak oznajmiło i wiedział o tym KAŻDY prawnik, który przeczytał przepisy o OZZ. Ta kwestia nigdy nie była sporna, po prostu wpis w KRS był sprzeczny ze stanem faktycznym i dlatego sąd go zmienił.

Akoro Authalia myliła się w tej sprawie (czy może raczej kłamała?) to dlaczego mamy jej ufać gdy wmawia nam, że za 5 zł możemy mieć certyfikat, który zapewnia prawie taką samą ochronę prawną jak patent?

Bartłomiej Dymecki, 4 01 2010, 17:49

@Pilav,

nie jestem żadnym ‘Panem Blogerem’. Dlaczego certyfikat ma sens – wyjaśniałem we wpisie.

Arv, 4 01 2010, 22:19

Panie Bartłomieju Dymecki.
Zróbmy taki eksperymet myślowy. Wyobraźmy sobie, że za chwilę skopiuję wpis z Twojego blogu p.t. “Authalia już wzbudza kontrowersje” i zarejestruję go w Authalii jako tekst mojego autorstwa. Ponieważ Authalia nie ma jeszcze partnerstwa z Google – załóżmy, że nie zorientuje się co jest grane i że uzyskam znacznik czasowy z datą – powiedzmy 05.01.2010.
Jakie Twoim zdaniem spowoduje to skutki prawne? Czy mój dowód autorstwa będzie silniejszy niż Twój? Czy w ten sposób udowodnię przed sądem lub kimkolwiek, że jestem autorem? Czy Ty zostaniesz w ten sposób plagiatorem?
Miłego wieczora ….

Obama, 4 01 2010, 22:24

Wywiązała sie fajna i ciekawa dyskusja. Niestety, starym polskim zwyczajem internetowym, wmieszały się emocje.

Wg mnie z prawnego punktu widzenia Olgierd ma oczywista racje. Co do sposobu dokumentowania autorstwa wypowiadają sie niekiedy prawnicy (np. http://proces.wardynski.com.pl/aktualnosci/art126.html). Wynika z tego, że co do udowodnienia autorstwa sądy nie są związane żadnymi środkami dowodowymi, czyli że zaklejona koperta ze znaczkiem i zawartością może miec ten sam walor co choby najbardziej wymyslny certyfikat. Jasne, jeśli widoczne są slady manipulowania przy kopercie, albo co innego, sędzia oceniu wiarygodnosc takiej przesylki. Z drugiej jednak strony Bartłomiej ma racje wskazując ze taki certyfikat wzamcnia pozycje domniemanego autora. Pytanie jednak, czy jest to wzmocnienie istotne i warte zachodu …

Jest tez oczywiste, że authalia nie jest ozz bez zezwolenia Ministra. Ozz maja (niestety) w POlsce megamoc, przede wszystkim przepisy prawa autorskiego zawieraja okreslone domniemania i przyznają mozliwosc wydobywania informacji od potencjalnych naruszycieli…

omar, 5 01 2010, 09:34

@Arv
he he dobrze kombinujesz Arv, ale ja odpowiedziałem wyżej na podobne dywagacje.
Jeżeli chcesz zostać złodziejem to Authalia nie jest Ci potrzebna.
Wystarczy jak zwiniesz tekst, pójdziesz np. do Notariusza, a potem opublikujesz go w gazecie.
Efekt ten sam, tylko problem ze znalezieniem gazety :D
Znam prostsze sposoby na spędzenie paru lat w odosobnieniu, ponieważ od kiedy istnieje Authalia -to nie wiesz czy autor nie zarejestrował sobie tego tekstu już wcześniej…

Arv, 5 01 2010, 11:25

Proszę nie prostować mojego kota odwróconego ogonem tylko odpowiedzieć na zadane pytania.
Od rozstrzygania kto jest złodziejem jest sąd. Jak potoczy się opisana przeze mnie sprawa?

Złodziejowi Authalia nie jest potrzebna. Fakt. Ale czy jest więc potrzebna komukolwiek?

Zwolennicy pomysłu twierdzą, że Authalia może zabezpieczyć prawa autorskie poprzez wiarygodne oznaczenie utworu czasem. Pomysł ciekawy i nowatorski. Moje pytania mają pokazać ile rzeczywiście będzie wart taki certyfikat w sądzie.

Moim zdaniem niewiele, bo publikacja utworu w gazetce osiedlowej lub blogu + jeden świadek będzie miała dla sądu takie samo znaczenie. Masz inne zdanie?

Czy stwierdzenie “Authalia daje dowód praw autorskich i 100letnie bezpieczeństwo” nie jest więc nadużyciem?

Jak ocenić wiarygodność Authalii jeżeli “pewien bloger, którego poniosło” tak solidnie namieszał? (zmusił Authalię do tłumaczeń a nawet poprawek związanych z PWPW)
Jak ocenić wiarygodność Authalii skoro jej działalność rozpoczyna się od konfliktu interpretacyjnego z MKiDN.
Jak ocenić wiarygodność Authalii, która nie rozróżnia partnera od dostawcy technologii (zwanego partnerem technologicznym) a PWPW od Sigillum?
Czy produkt Authalii wygra w mojej sprawie z prawnikami “wielkiej firmy”, jeżeli sama Authalia ma problemy w własną wiarygodnością?

Pilav, 5 01 2010, 11:52

@omar
Zgadza się – nie ma różnicy czy pójdziesz z tym tekstem do notariusza czy do Authalii bo w obu miejscach można uzyskać dowód na to, że w danym dniu miałeś w rękach CZYJEŚ dzieło :). Autorstwa to w żadnym wypadku nie dowodzi.

Tylko, że notariusz jest duuużo droższy. A skoro nie widać różnicy to po co przepłacać?

Makdaam, 5 01 2010, 13:25

>Tylko, że notariusz jest duuużo droższy. A skoro nie widać różnicy to po co przepłacać?

A wysłanie e-maili tańsze i też nie ma różnicy. :) Jak miło, że w końcu pojawia się jakiś konsensus.

W świetle zmiany wpisu w KRSie nie pozostaje mi nic innego jak pogratulować pięknego przykładu jak nie należy prowadzić PRu. Na początku Authalia mogła dołączyć po prostu do pomysłów-niewypałów, teraz ciężko będzie pozbyć się naznaczenia “naciągacza prawdy”.

xbartx, 5 01 2010, 14:15

@Bartłomiej Dymecki
“Czy myślisz, że jeśli ostatecznie okaże się, że Authalia.org nie jest OZZ to ktokolwiek z Authalii będzie się upierać, że jest? Z pewnością nie.”

Jeżeli ostatecznie okaże się? Rozumiem, że zamiany w KRS przez sąd to za mało, aby ostatecznie okazało się, że na dzień dzisiejszy Authalia OZZem nie jest i nigdy nie była. No to w takim razie kto ma to ogłosić? Prezydent czy Papież?

PS jest takie dobre starożytne powiedzenie “Milczący głupiec uchodzi za mędrca” przemyśl to ;)

Bartłomiej Dymecki, 5 01 2010, 17:07

@Arv

piszesz o kilku różnych sprawach. Więc może po kolei:
1. Jeżeli zarejestrujesz coś nie Twojego, to sąd będzie orzekać kto ma rację. Co więcej mogę Ci powiedzieć? :-)
2. Piszesz o publikacji w gazetce osiedlowej, to już poważniejszy dowód autorstwa, szczególnie jeśli gazetka ma numer ISSN.
3. Authalia daje dowód praw autorskich, ale osądzenie wagi wszystkich dowodów w każdej sprawie zależy od sądu, to chyba oczywiste?
4. W sprawie PWPW mam do powiedzenia tylko to co pisałem już wcześniej – ja wiem jak wygląda sprawa od środka i wiem, że Authalia współpracuje z PWPW. Na razie Olgierd mocno się zamieszał. Piszesz: “Jak ocenić wiarygodność Authalii, która nie rozróżnia partnera od dostawcy technologii (zwanego partnerem technologicznym) a PWPW od Sigillum?” co jest nieprawdą. Zadam Ci takie samo pytanie jak zadałem Olgierdowi, a po którym on stąd uciekł :) Czy będąc zwykłym klientem Authalia mogłaby oferować to co oferuje?? Zastanów się nad tym bardzo dokładnie.
5. Jeśli chodzi o spór w sprawie OZZ to sprawa nie jest przecież jeszcze zakończona.

Bartłomiej Dymecki, 5 01 2010, 17:11

@Pilav

to Twoja ocena. Link który podał @Obama wskazuje że np. potwierdzenie dokumentu u notariusza jest dowodem dla sądu. Certyfikat Authalii z datą pewną robi to samo!

@Makdaam

A Ty znowu z tym e-mailem :) Email to żaden dowód. A jeśli sąd by chciał sprawdzać taki email, to wyobraź sobie zajęcie dysku z serwerowni i badanie go przez biegłego :) Absurdalne rozwiązanie.

Bartłomiej Dymecki, 5 01 2010, 17:13

@Obama
Według mnie jest to znaczenie istotne. Czy warte zachodu… to zależy czy masz inną możliwość zabezpieczenia swoich praw. Jeśli nie, to według mnie Authalia jest warta zachodu.

@xbartx
Wymysły z papieżem to sobie daruj. Sprawa nie jest jeszcze zakończona. Chyba łatwo to zrozumieć, że obie strony sporu mają głos przed sądem? :)

Bartłomiej Dymecki, 5 01 2010, 17:18

A zobaczcie co dziś znalazłem. W dyskusji na Wykopie (http://www.wykop.pl/link/280575/powstal-nowy-zaiks-bloger-go-skrytykowal-wiec-postraszyli-blogera-sadem) Olgierd Rudak pisze:
“Swoją drogą ten cytat jest kłamstwem, ponieważ; w życiu
nie pytałem rzecznika PWPW SA o “patronat”. Zarówno pytania wysłane pocztą
elektroniczną jak i rozmowa dotyczyła wyłącznie partnerstwa.”
Co jest kłamstwem, ponieważ to właśnie Olgierd sam wymyślił sobie jakiś “patronat”, a następnie pieczołowicie obalał tą tezę! Wystarczy spojrzeć na jeden z jego pierwszych wpisów poświęconych Authalii. Wyszło szydło z worka :)

Alek Tarkowski, 5 01 2010, 17:37

@Bartłomiej

“Zadam Ci takie samo pytanie jak zadałem Olgierdowi, a po którym on stąd uciekł :)”

z tego co wiem Olgierd zaczął być na tym blogu cenzurowany przez Ciebie – dlaczego piszesz, że uciekł? kreujesz fakty w sytuacji, gdy druga strona nie może odpowiedzieć (bo jej komentarze są kasowane)?

Polecam też pod rozwagę hiszpański serwis SafeCreative (safecreative.org), który oferuje usługę znakowania treści podobną do Authalii – tylko że za darmo, nie trzeba więc płacić nawet 5PLN.

Trocki, 5 01 2010, 18:44

@Bartłomiej Dymecki
“Zadam Ci takie samo pytanie jak zadałem Olgierdowi, a po którym on stąd uciekł ”

Jakoś umknął Ci szczegół że to nie Olgierd stąd uciekł tylko Ty go zabanowałeś. Nie kręć.

Olgierd stwierdził że używanie przez Authalię określenie o partnerstwie w tym projekcie z PWPW jest nie do końca słuszne co zostało potwierdzone przez rzecznika PWP

pedro, 5 01 2010, 18:52

@Bartłomiej Dymecki
cytujac “Authalia jest warta zachodu.”
[x]scam
[ ]rzetelnosc

Bartłomiej Dymecki, 5 01 2010, 18:59

@Alek Tarkowski
Oj, przyjrzyj się dokładnie dyskusji, bo coś Ci chyba umknęło :-) Najpierw Olgierd odmówił dyskusji, a potem wrócił obrażając mnie w rezultacie otrzymując ban.
Jeśli chodzi o SafeCreative to usługa ciekawa, ale nie taka sama, ponieważ nie wywołuje skutków prawnych daty pewnej w myśl ustawy o podpisie elektronicznym :-)

@Trocki
Tak samo jak wyżej, prześledź dokładniej przebieg dyskusji

@pedro
Czemu ma służyć Twój komentarz? Chyba tylko jako przykład niemerytorycznej dyskusji? Jeśli masz się ograniczać do czegoś takiego, to może lepiej nie pisz nic.

Pilav, 5 01 2010, 21:23

Panie Bartłomieju, pisze pan:
“Authalia daje dowód praw autorskich, ale osądzenie wagi wszystkich dowodów w każdej sprawie zależy od sądu, to chyba oczywiste?”

Dowód praw autorskich? Proszę wytłumaczyć mi to jeszcze raz bo chyba do mnie nie dociera. W jaki sposób data okazania dzieła może potwierdzać autorstwo? Wg mnie to kompletnie nielogiczne. Dlatego poproszę o wywód logiczny. Logika działa tak samo w każdym sądzie i też jest niezawisła.

Ciągle powtarza Pan, że data pewna wpływa na możliwości dowodowe. Zgoda, ale na możliwości dowodzenia czego? Ta data potwierdza jedynie moment powstania tego “certyfikatu”. I tylko tyle! Nijak nie dowodzi to prawdziwości zawartych w tym “certyfikacie” treści. A certyfikat ten to wymysł, którego ustawa o prawach autorskich nie przewiduje (ani żadna inna). Przepisy nie wiążą z istnieniem takiego “certyfikatu” skutków prawnych.

Wydaje mi się, że błąd w pańskim rozumowaniu polega na tym, że nie rozumie Pan czym jest data pewna. Ona nie sprawia, że dokumenty stają się dokumentami urzędowymi. Owszem dokumenty urzędowe posiadają datę pewną, ale to nie znaczy, że każdy dokument z datą pewną jest dokumentem urzędowym. Mógłbym tu Panu przytoczyć odpowiednie przepisy które o tym mówią, ale widzę że sam się Pan na nie powołuje. A przeczytał je pan?

Bartłomiej Dymecki, 5 01 2010, 21:56

@Pilav

wytłumacz mi w takim razie, dlaczego sądy uznają dokumenty z datą potwierdzoną przez notariusza? :)

Alek Tarkowski, 5 01 2010, 21:56

@Bartłomiej

sęk w tym, że nikt poza Authalią nie ma pewności, że “skutki prawne daty pewnej w myśl ustawy o podpisie elektronicznym” są dużo więcej warte niż inne formy rejestracji utworów, oferowane np. przez Safe Creative (a jest tego więcej, choćby austryjacki projekt Registered Commons).

Trocki, 5 01 2010, 22:07

@Bartłomiej Dymecki
“wytłumacz mi w takim razie, dlaczego sądy uznają dokumenty z datą potwierdzoną przez notariusza? :)”

Notariusz działa jako osoba zaufania publicznego, może dlatego :)

Bartłomiej Dymecki, 5 01 2010, 22:58

@Alek

dzięki prawnym skutkom daty pewnej żadna instytucja, w tym sąd, nie będzie kwestionować daty powstania dokumentu.

@Trocki

to na razie Twoja teoria :-) ofkorz masz do niej pełne prawo ;-)

Arv, 5 01 2010, 23:43

BD:
Mimo, że prawdopodobnie różnimy się w ocenie wiarygodności Authalii doszliśmy do jakiegoś porozumienia co do wartości jej produktu.

Co ciekawe status prawny Authalii ma w zasadzie czysto marketingowy charakter, gdyż nie ma to wpływu na wartość “certyfikatów”.

Czas pokaże, czy znajdą się chętni.

pedro, 6 01 2010, 00:34

@Bartłomiej Dymecki
Bo ja slyszalem ze od prawa sa prawnicy a od audytu stron internetowych – specjalisci od audytu stron internetowych. Merytorycznosc zostawmy specjalistom lepiej.
Jak narazie to w ogole bronisz sprawy authalia jak matka dziecka (nie wiem skad mi to porownanie przyszlo do glowy).
“Authalia daje dowód praw autorskich”-no nie wiem czy daje bo Matejko sie w grobie przewraca z powodu kradziezy jego wlasnosci(za 6zl z hakiem!!! drozsze nawet gry ze stadionu). I co gorsza on nawet wpisu u notariusza nie ma ,o dacie od authalii nawet nie wspominajac.

Makdaam, 6 01 2010, 00:34

@Pilav
>Dowód praw autorskich? Proszę wytłumaczyć mi to jeszcze raz bo chyba do mnie nie dociera.

Przecież było napisane:

>wysłanie e-maili tańsze i też nie ma różnicy

oraz

>Email to żaden dowód.

Ile razy można to tłumaczyć? ;)

Pilav, 6 01 2010, 00:46

@Bartłomiej Dymecki

Co to znaczy, że sądy uznają dokumenty z datą potwierdzoną (pewną)? Uznają ich istnienie? Uznają zgodność ich daty z momentem ich powstania? Czy może uznają, że dowodzą one autorstwa?

Taki dokument może być co najwyżej uznany za oświadczenie woli z datą pewną (np. złożone na długo przed procesem sądowym). Taki dokument poświadcza również, że dzieło istniało w tymże dniu. Nic więcej. W niektórych sprawach może się to przydać do nakrycia kogoś na kłamstwie (jeśli np. plagiator zeznał, że dzieło powstało po dacie, która widnieje na certyfikacie), albo że osoba oskarżona o plagiat nie może być autorem bo urodziła się po tej dacie pewnej.

I to są jedyne przychodzące mi do głowy przypadki, w których “certyfikat” Authalii może się przydać. Na pewno jednak nie przyda się do udowodnienia autorstwa.

Bartłomiej Dymecki, 6 01 2010, 01:18

@pedro

Jeśli nie wypowiadasz się merytorycznie to po co wypowiadasz się w ogóle? :D

@Pilav
Dokument dowodzi, że posiadałeś utwór w danym dniu. W przypadku gdy ktoś opublikuje ten sam utwór później, masz w ręku dowód na rzecz Twojego autorstwa :) Tak samo działa podpisanie oświadczenia u notariusza czy – jak ktoś pisał – wysłanie do siebie utworu listem. Uważam, że to jest proste do zrozumienia :)

Bartłomiej Dymecki, 6 01 2010, 01:21

@Arv

masz rację, czas pokaże bardzo wiele rzeczy :) Ja nie uciekam od trudnych tematów, tak jak pan Olgierd Rudak odmówił odpowiedzi na trudne pytanie, może odpowie na nie na łamach swojego bloga? :) Szczerze mówiąc to nie sądzę.

Pewnie za jakiś miesiąc wrócę do tematu Authalii, kilka spraw do tej pory powinno się już wyjaśnić. Mam też opinię z Urzędu Patentowego dotyczącą relacji między patentami, a prawem autorskim, co ma ciekawy związek z Authalią. Za jakiś czas opublikuję.

Pilav, 6 01 2010, 01:44

@Bartłomiej Dymecki
“Dokument dowodzi, że posiadałeś utwór w danym dniu. W przypadku gdy ktoś opublikuje ten sam utwór później, masz w ręku dowód na rzecz Twojego autorstwa :)”

Nielogiczne. Przeczytał Pan to co napisał? Dokument dowodzi, że dysponowałem utworem, a nie że jestem jego autorem. Ja tu widzę gigantyczną różnicę w rozumowaniu.

Jestem sobie w stanie wyobrazić milion różnych przypadków gdy utworem dysponuje osoba, która nie jest autorem. Np. za każdym gdy kupuję muzykę, jestem “w posiadaniu” utworu. Mogę teraz taką mp3-kę wgrać na Authalię, uzyskać datę pewną… i czego to dowodzi? Bo przecież nie tego, że ja nagrałem ten utwór.

A teraz inna analogia. Jeśli przyniosę rzeźbę do notariusza, to może mi on jedynie poświadczyć, że ją przyniosłem – a nie że jestem jej autorem. Zupełnie inaczej by było gdybym ją wyrzeźbił na jego oczach – i w takim przypadku notariusz mógłby poświadczyć autorstwo.

A Pan Olgierd już odpowiedział na wszystkie pytania. Stał się nawet autorem Bitwy pod Grunwaldem :).

prawnik, 6 01 2010, 12:15

@Bartłomiej Dymecki

Cytat: “Dokument dowodzi, że posiadałeś utwór w danym dniu. W przypadku gdy ktoś opublikuje ten sam utwór później, masz w ręku dowód na rzecz Twojego autorstwa :) ”

Otóż tu jest Pana podstawowy błąd logiczny, który wystepuje w Pana rozumowaniu.

Skoro dokument dowodzi, że POSIADAŁEŚ w danym dniu, to gdy ktoś opublikuje ten sam utwór, my mamy w ręku tylko dowód jego POSIADANIA w danym dniu, ale w żadnym wypadku dowód autorstwa !!!

Data pewna (nawet ta notarialna) w żadnym przypadku nie może udowadniać autorstwa !!!

Bartłomiej Dymecki, 6 01 2010, 12:41

A więc Panie @prawnik, proszę sobie uświadomić, że jeśli nikt inny nie posiada dowodu z wcześniejszą datą posiadania, a ma Pan utwór podpisany swoim nazwiskiem i oświadczenie autorstwa, a zarem utwór zostaje opublikowany w czasopiśmie Authalia.net to w ten sposób udowadnia Pan swoje autorstwo :) Tak, jest to bardzo niecodzienna konstrukcja, ale ma sens.

Blackops, 6 01 2010, 13:08

“jeśli nikt inny nie posiada dowodu z wcześniejszą datą posiadania, a ma Pan utwór podpisany swoim nazwiskiem i oświadczenie autorstwa, a zarem utwór zostaje opublikowany w czasopiśmie Authalia.net to w ten sposób udowadnia Pan swoje autorstwo :) Tak, jest to bardzo niecodzienna konstrukcja, ale ma sens.”

W sensie, Panie Bartłomieju, jeśli zajumam Pana -dajmy na to – foto czy layout witryny i szybciej niż Pan “opublikuję” je w Authalia, to stanę się jego autorem w rozumieniu prawa? Tyle wynika z Pana słów.

Fakt, bardzo niecodzienna konstrukcja.

Makdaam, 6 01 2010, 13:48

>A więc Panie @prawnik, proszę sobie uświadomić, że jeśli nikt inny nie posiada dowodu z wcześniejszą datą posiadania, a ma Pan utwór podpisany swoim nazwiskiem i oświadczenie autorstwa, a zarem utwór zostaje opublikowany w czasopiśmie Authalia.net to w ten sposób udowadnia Pan swoje autorstwo :)

I tak właśnie Jaś Matejko z Wrocławia został autorem “Wielkiej beki pod Grunwaldem”. :) Wracając do właściwego problemu, to Authalia brnie dalej w ślepą uliczkę PRu wysyłając kolejne bliżej niesprecyzowane groźby do autora innej strony internetowej.

prawnik, 6 01 2010, 14:03

Szanowny Panie Dymecki.
A może Pan podać jakiegoś prawnika, który potwierdzi konstrukcję, że data pewna udowadnia autorstwo.
Tylko nie tego samego, który twierdził, że sam wpis w KRS (błędny) potwierdza, że Authalia jest OZZ.

Bzdury Pan piszesz i tyle !

Tak jak ja nie zamiezam się wymądrzać w dziedzinie usability & e-commerce, tak niech Pan niech nie tworzy tak karkołomnych konstrukcji prawnych.
Bo – jak juz ktoś tu napisał – zgodnie z Pana logiką, to Jaś Matejko jest autorem Bitwy pod Grunwaldem.
I teraz trzeba poprawiać tyle encyklopedii i katalogów z malarstwem ;-).

Blackops, 6 01 2010, 14:07

Jaś Majetko, Panie Prawniku, Jaś Majetko. Drobna, acz ważka różnica!!1

prawnik, 6 01 2010, 14:24

Bardzo przepraszam za błąd. Ale czy nazwisko tego “autora” jest istotne ;-)
Co nie zmienia mojego zdania o tej “niecodziennej” konstrukcji prawnej udowadniającej autorstwo.

A tak nawiasem mówiąc, to czy Pan Dymecki sobie nie zdaje sprawy, że broniąc Authalii tak zapalczywie i wbrew wszystkiemu tylko jej szkodzi.

Blackops, 6 01 2010, 14:29

Oczywiście, że nie jest i zgadzam się z opinią o tej karkołomnej konstrukcji. Więcej – uważam, że Pan Dymecki szkodzi także sobie, narażając na szwank swoją blogową – i zarazem zawodową – reputację, ot co. W końcu nic, co napisaliśmy i o nas napisano, z internetu nie znika ot tak…

Bartłomiej Dymecki, 6 01 2010, 14:33

@Blackops

Rozumiem, że nie podoba się Panu polskie prawo :) to już nie mój problem.

@Makdaam

Nie interesują mnie wymysły Olgierda. To że sobie coś ubzdurał – jego problem. W każdej sprawie sąd będzie brać pod uwagę wszystkie dostępne dowody, prawda? Sam się zastanów co to znaczy :)

@prawnik

proszę o przeczytanie tego co do tej pory było pisane w tej dyskusji, a zamiast rzucać “bzdury” proszę merytorycznie obalać argumenty. Chyba że to nie leży w Pańskich prawniczych możliwościach :-)

Bartłomiej Dymecki, 6 01 2010, 14:36

Proszę dodatkowo szanownych dyskutantów o zapoznanie się szanownych dyskutantów z taką konstrukcją prawną, jak “domniemanie autorstwa” i jaki to ma związek z publikowanie utworów w czasopiśmie Authalia.net :-)

Blackops, 6 01 2010, 14:58

Panie Bartłomieju, abstrahując od mojego stosunku do polskiego prawa, niezmiernie bawią mnie sytuacje, gdy opinie prawników-praktyków specjaliści z innych branż nazywają “wymysłami”, które owi byli sobie “ubzdurali” :D

Problem w tym, że argumenty – z punktu widzenia prawa – zostały już obalone, a Pan – na moje oko – łapie syndrom oblężonej twierdzy.

Bartłomiej Dymecki, 6 01 2010, 15:26

:D Jak na razie widzę w tym temacie ignorowanie kwestii przez osoby, które uparły się, aby koniecznie poprzeć pewnego blogera :)

Makdaam, 6 01 2010, 15:28

>W każdej sprawie sąd będzie brać pod uwagę wszystkie dostępne dowody, prawda?

No właśnie, więc przed procesem certyfikat z Authalii za 5PLN + VAT jest wart tyle samo, co oświadczenie potwierdzone przez kilku świadków (koszt około 8gr brutto, wliczając papier i tusz w długopisie).

Bartłomiej Dymecki, 6 01 2010, 15:49

@Makdaam

Z pewnością jest to dowód innego rodzaju :) No i jeśli według Ciebie późniejsze ciąganie świadków po sądach jest przyjemniejsze, niż sprawdzenie autentyczności daty to nie mam pytań :)

Makdaam, 6 01 2010, 15:56

Ja tam świadków nie ciągam :) u mnie potrzebny jest tylko biegły informatyk, który stwierdzi poprawność darmowego timestampa. Kto co tam woli, moc ta sama.

Bartłomiej Dymecki, 6 01 2010, 16:05

@Makdaam

kompletnie nie masz racji, jaki znowu informatyk, darmowy timestampt?? Takie rozwiązanie to nie jest data pewna. Twoje twierdzenie, że moc prawna jest taka sama nie ma sensu.

Bartłomiej Dymecki, 6 01 2010, 16:09

@Pilav

bardzo logiczne, po prostu próbujesz to zrozumieć na swoją własną logikę, zamiast wgryźć się w podstawę prawną. Tu masz przykład wpływu daty pewnej na możliwości dowodowe:
http://rychlicki.net/2008/01/02/324/

przeczytaj koniecznie zanim po raz kolejny napiszesz swoją opinię :)

Oczywiście podpisanie się pod cudzym utworem to łamanie prawa. I w przypadku znanych, rozpowszechnionych utworów można to zapewne udowodnić.

Blackops, 6 01 2010, 16:14

Panie Bartłomieju, uparcie nie chce Pan zrozumieć, że ani data – pewna czy nie – okazania dzieła – ani nawet publikacja – w serwisie Authalia czy w prasie, czy gdziekolwiek – nie zabezpiecza w żaden sposób interesów twórcy. Tak samo jak “domniemanie autorstwa” nie stanowi potwierdzenia owego. Doprawdy, skoro tak obstaje Pan przy swoich racjach – może poproszę o wskazanie źródła z przepisów prawa autorskiego i praw pokrewnych, które jakoś umocują tę Pana datę pewną jako niepodważalny dowód autorstwa?

Oczywiście, timestamp PWPW jest bardziej wiarygodny niż anonimowy stempel datownika. Ale nie stanowi dowodu autorstwa, a co najwyżej wskazuje na fakt, że dana osoba w danym momencie dysponowała utworem – czy prawnie, czy bezprawnie, to już zupełnie inna sprawa. Zostało to powtórzone już wielokrotnie – a Pan dalej swoje, zarzucając innym brak merytoryki…

Bartłomiej Dymecki, 6 01 2010, 17:09

@Blackops

Zabezpiecza interesy twórcy :-) Widzę że nie zapoznał się Pan z rzeczami o których piszę. “Niepodważalny” dowód autorstwa nie istnieje, ale istnieją dobre dowody autorstwa, pomimo tego że ma Pan inną opinię :-) Jak na razie nie popartą argumentami prawnymi.

Blackops, 6 01 2010, 17:39

Panie Bartłomieju, zapoznałem się, i dlatego Pański upór mnie tak śmieszy.

“Błędny byłyby wniosek, że “jest to tylko prywatny dokument oznaczony datą”. Dokument wystawia PWPW S.A., która działając na mocy upoważnienia Ministra Gospodarki wydaje poświadczenia o oznakowaniu czasem. Wystawia go więc państwowa jednostka organizacyjna. Z Kodeksu Cywilnego wynika, że dokument z datą pewną, powstały w wyniku oznaczenia go czasem musi być dokumentem urzędowym!”

To, że PWPW SA jest spółką Skarbu Państwa, nie czyni z niej państwowej jednostki organizacyjnej.

Dokument wystawiony przez komercyjną spółkę nie jest – i nie musi – ba! nawet nie może być – dokumentem urzędowym. I nic nie zmienia tu upoważnienie Ministra Gospodarki. To upoważnienie do komercyjnej działalności w zakresie chociażby e-podpisu (na który, jak zapewne Pan wie, PWPW nie ma wyłączności).

Powołuje się Pan na Vaglę, który pisał o… prawie podatkowym, zupełnie oderwanym od tematu działalności Authalia. Czyż nie?

Pisze Pan o dobrych dowodach. Ja uznałbym je co najwyżej za dobre przesłanki – do dowodów autorstwa im daleko.

Ale… cóż, Pana blog, znikam na swój i szykuję się do Cease and Desist ze strony Authalia. Miłego dnia i rewolucyjnej czujności!

Bartłomiej Dymecki, 6 01 2010, 17:45

@Blackops

to może mi wskażesz ustawową definicję “państwowej jednostki organizacyjnej” bo z tego co mi wiadomo to takiej nie ma i są różne szkoły używania tej nazwy, więc – sorry – ale pleciesz :)

Na początku komentarzy wyjaśniałem na co powołuję się u Vagli, przeczytaj jeszcze raz :)

Masz prawo uznawać za przesłanki co tylko uważasz.

denis, 6 01 2010, 17:52

Dlaczego wpis prawnika z 17:25 ciągle czeka na moderację.
Cenzura ? Zabrakło argumentów ?

prawnik, 6 01 2010, 18:15

ciąg dalszy mojego wpisu z 17:25
BZDURA 2
“Dokument dowodzi, że posiadałeś utwór w danym dniu. W przypadku gdy ktoś opublikuje ten sam utwór później, masz w ręku dowód na rzecz Twojego autorstwa :) ”
„wytłumacz mi w takim razie, dlaczego sądy uznają dokumenty z datą potwierdzoną przez notariusza? :)”
Czy nie potrafi Pan zrozumieć, że instytucja daty pewnej odnosi się do czynności prawnych (dokumentów zawierających oświadczenia stron tych czynności).
Nie odnosi się zaś do czynności twórczych artysty, twórcy dzieła.
Na przykład można zawrzeć na piśmie umowę sprzedaży z datą pewną i wtedy wiemy kiedy ta umowa została zawarta, natomiast nie można namalować obrazu z datą pewną, tzn. żadna data pewna nie będzie dowodem na to kto i kiedy namalował ten obraz.
Innymi słowy, skoro dokument dowodzi, że POSIADAŁEŚ w danym dniu jakiś utwór, to mamy w ręku tylko DOWÓD jego POSIADANIA w danym dniu, ale w żadnym wypadku dowód autorstwa tego utworu.
Chyba, że to już nie jest dowód, ale tylko DOMNIEMANIE autorstwa. Bo w końcowych Pana wpisach posługuje się już Pan tym terminem.
W takim razie chciałbym wiedzieć, czy za te 5 zł mam “dowód” czy tylko “domniemanie” autorstwa ???
Bo to jest „subtelna” różnica i właśnie od słowa dowód zaczął sie mój udział w tej dyskusji.

prawnik, 6 01 2010, 18:55

Częsc I mojego ocenzurowanego wpisu

Po przeczytaniu, obalanie argumentów:

BZDURA 1
Status OZZ
Wiele osób twierdziło, że do uzyskania statusu OZZ nie wystarczy sam wpis w KRS, ale potrzebne jest do tego zezwolenie właściwego ministra.
Potwierdziło to również postanowienie Sądu.
Ale Pan dalej uparcie twierdzi, że „Jeśli chodzi o spór w sprawie OZZ to sprawa nie jest przecież jeszcze zakończona”.
Być może, ale chciałbym poznać Pana zdanie i podanie podstawy prawnej Pana twierdzeń, która obaliłaby art.104 ust.2 pkt 2 prawa autorskiego, zgodnie z którym podjęcie przez organizacje działalności określonej w ustawie wymaga ZEZWOLENIA ministra właściwego do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego.

prawnik, 6 01 2010, 18:59

Już wiem czemu mój wpis został ocenzurowany.
Użyłem tam imienia pewnego blogera o imieniu na literę O.
Czyli to imię jest tutaj zakazane ;-).

Było ono w części pierwszej. Dlatego całość nie przeszła.
Następnie przeszła cześć 2.
Po małej korekcie części 1 przeszła i cześć 1.

Pilav, 6 01 2010, 19:59

@Panie Bartłomieju
Nijak nie odniósł się Pan do przykładów jakie przytoczyłem (a było ich już dużo biorąc pod uwagę wszystkie moje komentarze). Nie wykazał Pan również podstawy prawnej – a jestem pewien, że gdyby tylko istniały przepisy potwierdzające pańską karkołomną teorię to by je Pan zacytował.

Pan zamiast tego posyła mi linka. Ok, otworzyłem, przeczytałem i uważam, że ten tekst nic nie wnosi do naszej dyskusji. Na co miałem zwrócić uwagę?

U góry widzę obrazek, nie jest on opisany, ale widywałem już takie “szkice” we…. wnioskach patentowych!!! Ponieważ nie znam tej sprawy kompletnie, nie wiem więc o co poszło i dlaczego, ale przypuszczam, że skoro w orzeczeniu mowa jest o własności przemysłowej, to sprawa nie dotyczyła autorstwa tylko praw do własności intelektualnej! Tak się składa, że w przeciwieństwie do “certyfikatów z datą pewną” nasz ustawodawca wiąże skutki prawne z pomyślną rejestracją patentu (a nawet data złożenia wniosku może być istotna)! Tryb patentowania jest trybem ustawowym, a Urząd Patentowy RP jest urzędem państwowym – jego dokumenty naprawdę są urzędowe, w przeciwieństwie do certyfikatów Authalii. Poza tym co kogo obchodzi autorstwo w tamtej sprawie? Przecież właścicielem patentu na wynalazek mogę być nawet jeśli nie jestem autorem wynalazku (patent można np. sprzedać).

W przytoczonym tekście widzę również, że próbowano udowodnić to, że dany wzór był dostępny publicznie przed jakąś datą. Ponieważ nie znam sprawy więc nie wiem po co komu było udowadniać jakąś datę – no ale chciano udowodnić datę wydarzenia. I do tego rzeczywiście data pewna byłaby przydatna. My tu jednak dywagujemy nad dowodzeniem autorstwa a nie nad dowodzeniem daty jakiegoś zajścia!

Być może sprawa dotyczyła wadliwości patentu, bo jedna ze stron próbowała dowieść, że dany wzór (znak) był publicznie dostępny jeszcze przed zastrzeżeniem go w UPRP. Zapewne nie udało się im to (bo trzeba mieć naprawdę dobre dowody, aby sąd zgodził się unieważnić patent), ale ich linia obrony (ataku?) była przynajmniej LOGICZNA, tylko materiał dowodowy za słaby.

prawnik, 6 01 2010, 20:09

Kolejna BZDURA
„Błędny byłyby wniosek, że “jest to tylko prywatny dokument oznaczony datą”. Dokument wystawia PWPW S.A., która działając na mocy upoważnienia Ministra Gospodarki wydaje poświadczenia o oznakowaniu czasem. Wystawia go więc państwowa jednostka organizacyjna. Z Kodeksu Cywilnego wynika, że dokument z datą pewną, powstały w wyniku oznaczenia go czasem musi być dokumentem urzędowym!”

Tymczasem w przytoczonych przez Pana rozważaniach „zawodowych prawników” (nie blogerów…) czytamy:
„Znakowania czasem natomiast dokonuje podmiot, który mimo, iż spełnia wymagane ustawa warunki aby być podmiotem kwalifikowanym, nie uzyskał statusu podmiotu zaufania publicznego. Kwalifikowane podmioty, które świadczą usługi znakowania czasem, są podmiotami prywatnymi, wobec czego oznakowane przez nie czasem dokumenty NIE MAJĄ CHARAKTERU DOKUMENTÓW URZĘDOWYCH”.
http://www.bibliotekacyfrowa.pl/Content/23682
Proszę na przyszłość lepiej dobierać literaturę fachową, żeby nie przeczyła ona pańskiej z góry obranej tezie …

Myślę, że w wystarczający sposób merytorycznie obaliłem Pana argumenty o co Pan prosił.
Kolejnych niedorzeczności juzmi się nie chce szukać…

Rafał Lewandowski, 6 01 2010, 20:48

Wypalenie z informacją, że dokument z datą pewną jest dokumentem urzędowym eliminuje tego blogera z jakiejkolwiek poważnej dyskusji na tematy prawnicze. Ja wiem, że można popełniać błędy (sam się ich nie wstydzę – zdarzają się), ale brak jakiejkolwiek dociekliwości w sprawdzeniu i poprawieniu błędów, które zarzucają komentujący jest zaskakująca jak na “poważnego” blogera. Dla tych mniej zorientowanych i tych czytających, którym jednak nie chce się szukać.
Art. 81. § 1. Jeżeli ustawa uzależnia ważność albo określone skutki czynności prawnej od urzędowego poświadczenia daty, poświadczenie takie jest skuteczne także względem osób nie uczestniczących w dokonaniu tej czynności prawnej (data pewna).
§ 2. Czynność prawna ma datę pewną także w wypadkach następujących:
1) w razie stwierdzenia dokonania czynności w jakimkolwiek dokumencie urzędowym – od daty dokumentu urzędowego;
2) (52) w razie umieszczenia na obejmującym czynność dokumencie jakiejkolwiek wzmianki przez organ państwowy, organ jednostki samorządu terytorialnego albo przez notariusza – od daty wzmianki.
§ 3. W razie śmierci jednej z osób podpisanych na dokumencie datę złożenia przez tę osobę podpisu na dokumencie uważa się za pewną od daty śmierci tej osoby.

Rafał Lewandowski, 6 01 2010, 20:52

Pozostałe artykuły bezpośrednio powiązane z tematem daty pewnej dotyczą zastawu (art. 329), zastrzeżenia własności (art. 590), upoważnienia do wypowiedzenia umowy najmu po kupnie przedmiotu najmu (art. 678).

Panie Bartłomieju, na jakiej podstawie napisał pan te słowa “Z Kodeksu Cywilnego wynika, że dokument z datą pewną, powstały w wyniku oznaczenia go czasem musi być dokumentem urzędowym!”

???

Bartłomiej Dymecki, 6 01 2010, 21:11

@denis
Chyba @prawnik sam już do tego doszedł. Nie ma co się denerwować na automat WordPressa :-)

@prawnik
1. Po Twoim pytaniu o OZZ widzę, że nie przeczytałeś tego co tutaj napisano: http://blog.authalia.com Otóż: całym problemem jest to, że w ustawie nie sprecyzowano trybu udzielania zezwolenia. Authalia.org miała więc prawo określać się OZZ po nie wniesieniu w terminie zastrzeżeń przez ministra. O nieprzejrzystość polskiego prawa proszę obwiniać ustawodawcę :-) Będzie można twierdzić, że Authalia.org nie jest po uprawomocnieniu się decyzji sądu! Proszę też pamiętać, że szansę na wypowiedzenie się mają zawsze obie strony sporu, to chyba jasne?

2. Widzę, że nadal nie dotarło że o dacie pewnej mówi ustawa o podpisie elektronicznym :-) Gratuluję :-)

@Pilav
To spróbuj zrozumieć, że w tekście w podanym linku chodzi ni mniej ni więcej, a o możliwości dowodowe dokumentów z datą pewną :-) Naprawdę wystarczy przeczytać ze zrozumieniem. Piszesz:

“bo trzeba mieć naprawdę dobre dowody, aby sąd zgodził się unieważnić patent”

Oczywiście! Data pewna :-) Choć rozumiem, że to nie pomyśli niektórych oponentów :)

Bartłomiej Dymecki, 6 01 2010, 21:11

@prawnik, @Rafał

obiecuję przyjrzeć się dokładnie, jak to jest z byciem dokumentem urzędowym. Dziękuję za wskazanie podstaw prawnych.

Pilav, 6 01 2010, 21:44

Co to są “możliwości dowodowe dokumentów z datą pewną”? Jest to coś ponad to co napisałem? Bo tak się składa, że napisałem Ci, kiedy i w jakich przypadkach data pewna może się przydać. Odniosłem się także do przykładu podanego w linku i uargumentowałem, że sprawa nie jest analogiczna bo Authalia nie może zastąpić UPRP!

Także to Panu, Panie Dymecki radzę czytać ze zrozumieniem. I proponuję zacząć od aktów normatywnych, bo to ciągłe powoływanie się na przepisy o dacie pewnej jest żałosne.

Blackops, 6 01 2010, 21:46

Panie Bartłomieju, państwowa jednostka administracyjna? Albo coś jest częścią administracji państwowej, albo nie jest. PWPW została skomercjalizowana, działa na zasadach spółki akcyjnej – albo Pan świadomie próbuje się wykręcać od wytkniętej bzdury, na co wskazuje też Rrafał Lewandowski, albo jest Pan do tyłu z formami prowadzenia działalności gospodarczej. Proszę się następnym razem zastanowić, zanim zarzuci Pan, że “plotę” – to wyjątkowo nieelegancki sposób prowadzenia rozmowy.

A wybaczy Pan, współpracuję z PWPW na płaszczyźnie reklamowej – i nijak nie występują jako organ państwowy. Ani “Urząd”.

Ale cieszę się, że Pan przyjrzy się sprawie z punktu widzenia podstaw prawnych – o to chyba nam wszystkim chodzi.

Bartłomiej Dymecki, 6 01 2010, 21:50

@Pilav

A jednak nie przeczytałeś ze zrozumieniem :-D Otóż więc zacytuję fragment, aby Ci ułatwić zadanie:
“1. W ocenie Sądu zarówno łączna ocena dowodów 1, 2, 4 jak i ich ocena pojedyncza nie świadczą o tym, że sztućce #GE-233 były udostępnione publicznie. W ocenie Sądu dowód 1 – wydruk z komputera z katalogu CD z wystawy z 2003 r., nie spełnia waloru dokumentu z datą pewną.”
Sąd nie uznał wydruku z komputera za dowód bo nie spełnia waloru dokumentu z datą pewną! Teraz możesz się zastanowić: co by było gdyby wtedy istniała wtedy Authalia, a ta firma otrzymała dokument z datą pewną? :-)

Authalia skończy jak budyń | Bartek Brzoskowski | Brzoskowski.pl, 6 01 2010, 23:20

[...] Bartłomiej Dymecki: Authalia wzbudza kontrowersje [...]

Bartłomiej Dymecki, 7 01 2010, 02:21

Jak łatwo zauważyć, przekreśliłem zdanie związane z “dokumentem urzędowym”. Nie jestem przekonany do tego argumentu. Dziękuję za wskazanie podstawy prawnej. Zawsze da się sensownie dyskutować i dochodzić do dobrych wniosków :-)

simonw, 7 01 2010, 02:37

Witam szanownych komentatorów,

Od pewnego czasu przyglądam się dyskusji i mam nieodparte wrażenie iż autor wpisu niestety nie ma bladego pojęcia o działaniu “praw autorskich”.

Poświadczenie o którym mowa ma zastosowanie w znakowaniu dokumentów elektronicznych jakimi są dla przykładu faktury. Gwarantuje to ich niezmienność i potwierdza datę wystawienia. Mamy juz interpretacje Olsztyńskiego sądu w sprawie takowego znakowania – możemy być pewni iż w przypadku faktur ono działa.

Podobnie możemy oznaczyc czasem coś, ot dla przykladu by łatwiej uzmysłowić problem – możemy przyjść do notariusza z płyta CD ze swoim utworem. Notariusz może poświadczyć i ż danego dnia tą płytę posiadaliśmy. Nic więcej. Nie ma to absolutnie żadnego wpływu na ustalenie praw autorskich bo definiuje to jasno ustawa o prawach autorskich i pokrewnych oraz jej poprawki i nowelizacja.

Bagatela – urząd patentowy także nie pomoże nam w poświadczeniu autorstwa ponieważ opatentować można np znak handlowy. Owszem firma może używać danego znaku nie będąc jego autorem. Firma może posiadać “majątkowe prawa autorskie” które mogą zostać przekazane przez Twórcę, jednocześnie Twórca posiada niezbywalne prawa autorskie do produktu czy utworu.

Tak więc nawet patent nie stanowi o prawach autorskich i ich nie zabezpiecza a co dopiero znakowanie czasem.

Należy rozgraniczyć te sprawy – owszem miło że można znakować dokumenty czy fakury nie będąc partnerem technologicznym i nie kupując drogich usług. Mikro firmy dzięki temu mogą wystawić e-dokumenty zanim nie “dorobią” się swojego systemu znakowania. To jest bezsprzeczne.

Co do praw autorskich i majątkowych praw autorskich nie ma to żadnego zastosowania i mieć nie będzie, a mówienie o tym jest nawet nielogiczne. Slogany reklamowe oszukują potencjalnych klientów, gdyż nie można zapewnić tym sposobem nawet cienia ochrony utworów czy oprogramowania komputerowego.

W sprawach sądowych o prawa autorskie (niestety znam temat jedynie w kwestii praw do oprogramowania komputerowego) powoływana jest komisja przesłuchująca programistę ze znajomości kodu, określenia założeń projektowych. Wszystkie osoby mogące być autorami bądź zgłaszające autorstwo są tak samo badane i sąd rozstrzyga komu należą się prawa bądź przyznaje iż autorami są wszystkie osoby w równym stopniu (jeśli nie można stwierdzić na podstawie badań biegłych autorstwa). Najczęściej jednak autor (np lider projektu) zna dokładnie wszystkie założenia, może udokumentować je notatkami czy innymi dokumentami z tworzenia (np założeniami funkcjonalnymi czy schematami) oraz posiadał będzie większą wiedzę od innych członków projektu.

W skrajnej sytuacji – oznaczenie czasowe niektórych dokumentów bądź notatek, umów, może byc _pomocne_ jednak nadal nie gwarantuje niczego – ponieważ wstepne plany projektu można skopiować i oznaczyć czasowo po modyfikacji naniesionej przez złodzieja.

Reasumując –

1) Projekt może być pomocny przy e-dokumencie i datowaniu korespondencji elektronicznej.

2) Projekt nie gwarantuje żadnej ochrony ani nawet cienia tejże ochrony.

3) Slogany reklamowe stoją poza prawem i wprowadzają odbiorcę w błąd.

Bartłomiej Dymecki, 7 01 2010, 03:37

@simonw

Istotnie możemy być pewni, że żaden sąd nie kwestionuje daty potwierdzonej w taki sposób.

Oczywiście masz rację. Notariusz nie ma wpływu na ustalanie do kogo należą prawa autorskie. Przecież Authalia także nie rości sobie takie prawa. W tym sensie Authalia robi to samo co notariusz – dostarcza poświadczone datą dokumenty, które każdy może użyć w procesie sądowym.

Bardzo ciekawa jest Twoja opinia, że “nie można zapewnić tym sposobem nawet cienia ochrony utworów”. Bo mamy tutaj nie tylko oznakowanie czasem, ale też publikację w czasopiśmie :) I jak to według Ciebie wpływa na możliwość udowodnienia posiadania praw autorskich?

prawnik, 7 01 2010, 07:16

KOLEJNE BZDURY !!!
“Po Twoim pytaniu o OZZ widzę, że nie przeczytałeś tego co tutaj
napisano: http://blog.authalia.com Otóż: całym problemem jest to, że w ustawie
nie sprecyzowano trybu udzielania zezwolenia. Authalia.org miała więc prawo
określać się OZZ po nie wniesieniu w terminie zastrzeżeń przez
ministra”

No to zerknijmy do ustawy:
Art.104 ust.6 Decyzja ministra właściwego do spraw kultury i ochrony
dziedzictwa narodowego o udzieleniu lub o cofnięciu zezwolenia na podjęcie
wykonywania przez organizacje zbiorowego zarządzania uprawnień określonych w
ust. 1 podlega ogłoszeniu w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej
“Monitor Polski”.

Tryb formalny wydawania zezwolenia (decyzji) określony jest natomiast w
kodeksie postępowania administracyjnego.

Tak więc proszę nie pisac, że wystarczy “nie wniesienie sprzeciwu przez
ministra”, bo w ustawie wyraźnie jest napisane, że potrzebna jest decyzja
administracyjna !!!

Czy Ci Wasi wspaniali anonimowi prawnicy wiedzą co to jest postępowanie
administracyjne zakończone wydaniem decyzji ???

prawnik, 7 01 2010, 07:18

I proszę tylko nie pisać – jak mi pAn napisał w e-mailu, że decyzja to “widzi mi się” ministra.
Zachowam tę głupotę dla potomnych, żeby mieć dowód :-)
Wobec tego pytam, gdzie Pan skończył prawo, żeby wydawac takie opinie ???

Gdyby Pan miał choc trochę pojęcie o polskim prawie administracyjnym, to
wiedziałby Pan, że droga administracyjna zawarta jest własnie w kpa.
A przepisy merytoryczne i organy własciwe uregulowane są w poszczególnych
ustawach, np. prawo autorskie, prawo budowlane, prawo górnicze, ustawa o
pomocy społecznej i jeszcze z 1000 innych ustaw.
We wszystkich tych ustawach stosujemy procedurę administracyjną
uregulowaną w kpa !!!

Decyzja to nie jest żadne “widzi mi się”, tylko akt administracyjny,
uregulowany w kpa.

Art. 104. § 1. Organ administracji publicznej załatwia sprawę przez
wydanie decyzji, chyba że przepisy kodeksu stanowią inaczej.
§ 2. Decyzje rozstrzygają sprawę co do jej istoty w całości lub w
części albo w inny sposób kończą sprawę w danej instancji.

Art. 107. § 1. Decyzja powinna zawierać: oznaczenie organu administracji
publicznej, datę wydania, oznaczenie strony lub stron, powołanie podstawy
prawnej, rozstrzygnięcie, uzasadnienie faktyczne i prawne, pouczenie, czy i w
jakim trybie służy od niej odwołanie, podpis z podaniem imienia i nazwiska
oraz stanowiska służbowego osoby upoważnionej do wydania decyzji.
Decyzja, w stosunku do której może być wniesione powództwo do sądu powszechnego
lub skarga do sądu administracyjnego, powinna zawierać ponadto pouczenie o
dopuszczalności wniesienia powództwa lub skargi.

§ 2. Przepisy szczególne mogą określać także inne składniki, które
powinna zawierać decyzja.

Jeszcze raz zapytam: gdzie Pan kończył prawo, żeby sietak autorytatywnie
wypowiadac ??????

prawnik, 7 01 2010, 08:36

A gdyby nawet przyjąć pańskie rozumowanie o “widzi mi się” ministra, to przecież sam Pan pisze, że konieczne jest opublikowanie decyzji w MONITORZE POLSKIM”.
A tego przeciez Authalia nie ma !!!
Jak więc można twierdzić, ze Authalia jest OZZ ???
Sam wpis w KRS nie wystarczy !!!
Przecież w ustawie o prawie autorskim nie ma nic o KRS, a jest właśnie mowa o MONITORZE POLSKIM.

simonw, 7 01 2010, 09:51

Drogi Bartku, dziekuje za polemike.

Po pierwsze – zadałem sobie nieco trudu by przeczytać inne Twoje notki i ze smutkiem stwierdzam, iż nie jesteś typem dobrego wujka który broni każdego i za wszelką cenę. Twoj charakter lwa bojownika objawia się tylko tym wpisem. Zamiast ograniczyć się do uczciwego opisania bardzo ale to bardzo mocno bronisz tej notki. Zupełnie jakby Ci zależało, a przecież jesteś tylko blogerem i nawet średnio Cię prawo interesuje – o czym także pisałeś. Jak mamy odebrać tę Twoją walkę ?

Po drugie uwierz mi proszę że nawet jeśli kupię “jedynkę” w wyborczej i opublikuje tam informacje o tym iż jestem autorem, nie daje mi to żadnych podstaw ku temu. Natomiast jest to bardzo ładne wprowadzenie w błąd potencjalnych Klientów bo i owszem, rzeczona już ustawa o prawach autorskich i pokrewnych z 1994 roku z pozniejszymi zmianami – mówi o “publikacji dzieła” nie precyzując właściwie w jaki sposób powinno ono być opublikowane. Jako początkujący twórca mógłbym faktycznie myśleć iż publikacja elektronicznej kopii mojego dzieła na jakimś prywatnym portaliku może w czymkolwiek mi pomóc. Chociaż technicznie rzecz biorąc mogę sam sobie opublikować chociażby na blogu informacje o swoim autorstwie. Znaczenie tego będzie takie samo czyli marginalne. Treść ustawy odnosi się bardziej do produktów fonograficznych i wytwórni fonograficznej – gdzie opublikowanie bądź wydanie wiąże się z wprowadzeniem do obiegu partii towaru / utworu. Pamiętajmy iż prawo pochodzi z 1994 roku.

Jednocześnie w bardzo złym świetle stawia Cię to, że wciąż nie chcesz zrozumieć istoty sprawy. Nie chodzi tutaj o samą firmę czy jej usługi, nie chodzi o spór czy może (a nie może) rozporządzać prawami autorskimi.
Chodzi o możliwości użycia.

Jeszcze raz podkreślam, że znakowanie czasem nie będzie miało wpływu na przesłuchanie czy sprawdzenie autorstwa – szczególnie jeśli będziemy mieli SHA-1 z formy digitalizowanej utworu.
Natomiast nie przeczę że mechanizm można odpowienio zastosować, znakując projekty, schematy, rozmowy, notatki, ustalenia. Odpowiednie użycie _OWSZEM_ może twórcy pomóc – ale nie tak jak opisuje to firma i nie tak jak myśli przeciętny człowiek wchodzący na strone.
Slogany reklamowe wprowadzają klienta w bląd i to jest oszustwem. Bo znakowanie czasowe ma odniesienie do dokumentów a nie utworów. Jeśli znakować będziemy tak jak Ci pisałem notatki, schematy, diagramy, ustalenia – mechanizm będzie pomocny. Jeśli oznakujemy kopię dzieła to będzie to zupełnie bezwartościowe.

Nazwa certyfikatu “Certyfikat autorski” to kolejne marketingowe kłamstwo – bo nie istnieje takie coś jak certyfikat a tym bardziej nie ma nic wspólnego z patentem ktory także nie stanowi absolutnie nic w rozumieniu ustawy o prawach autorskich. Dzieła opatentować _nie_ można (piosenki, filmu, rozwiązania). Opatentować można technologię i innowacyjne idee i to także nie wszystkie. Używanie nazwy certyfikat autorstwa wprowadza potencjalnego klienta w bląd, podobnie jak szafowanie słowem patent.

http://www.effp.pl/uploads/File/ustawa_o_prawie_autorskim_i_prawach_pokrewnych.pdf

zapoznaj się dokładnie z treścia ustawy i odnieś te informacje do sloganów reklamowych. Zauważ że Ty nie chcesz za wszelką cenę zrozumieć – że żaden z komentatorów nie zarzucał iż firma ma zły pomysł. Wszystkich razi szafowanie pustymi i mylącymi hasłami wprowadzającymi w bląd Klienta.

Tak jak partnerstwo technologiczne (do dzisiaj nie zmieniono tej informacji na stronie – a są zwyklym klientem powered by dwa produkty – thats`all).

Tak jak zapis w KRS – nie mający żadnej mocy prawnej. Swoją drogą jako osoba uprawiająca obywatelskie dziennikarstwo, powinieneś zadać sobie trudu i skomentować notkę np w ten sposób

“Moim zdaniem nie jest to zwyłka pomyłka. Wszystkie znaki wskazują iż firma celowo wprowadziła w błąd urzędników i akcja była dokładnie zapanowana i przygotowana przez ich prawników tak, by wywołać jak największe zamieszanie…”

Jednocześnie piszesz o sobie jako o osobie zajmującej się zagadnieniami usability czy ecomerce – czyli uprawiasz dziennikarstwo związane z technologiami, zorientowane na emarketing. Bardzo dziwne iż tak zaciekle bronisz firmy nie związanej w żaden sposób nawet ze swoimi zainteresowaniami. Oczywiście nic nie sugeruje a jedynie zaznaczam jako ciekawostkę :)

A co do rzeczonej firmy – NIE zamierzam używać ich usług, ponieważ nie są dla mnie firmą wiarygodną i ewidentnie wprowadzają konsumenta w bląd. Gdyby napisali iż są pośrednikiem hurtowym w datowaniu – nie miałbym nic za złe. Każda firma oferująca domeny (ta na N i ta na H) są hurtowymi pośrednikami dla tego u nich usługa jest tańsza niz w NASK. Podobnie tutaj, mają kupione API i 2 usługi oferują je klientowi końcowemu. Gdyby było to napisane na ich stronie, bardzo chętnie bym datował efaktury i inne dokumenty jak np wyceny, umowy – gdyż gwarantowało by to niezmienność pliku który wysyłam do klienta.

Jeśli firma zamiast tego oferuje “ochronę praw autorskich” do czego nie ma praw, wymyśla niestworzone dokumenty jak “certyfikat autorstwa” który istnieć nie może oraz szafuje pojęciem patentu – znaczy że albo nie ma wiedzy z zakresu prowadzonej działalności albo czeka na naiwnych użytkowników by zagwarantować im … no właśnie. Nic. W tym cały problem.
Może popełnisz kolejną notkę jako dobry dziennikarz i rozwiniesz temat ochrony praw autorskich i majatkowych praw autorskich w informatyce, może dotrzesz do źródeł :)))

Jednocześnie proszę Cię, jeśli zechcesz mi odpowiedzieć – napisz to proszę emailem, ponieważ nie chciałbym już wcinać się w Twoją walkę o oczyszczenie w.w. firmy.

Bartłomiej Dymecki, 7 01 2010, 10:17

@prawnik

dziękuję za Twój punkt widzenia. Jak najbardziej go cenię :-) Niepotrzebne są tylko te nerwy. Nie twierdzę, że nie masz racji. Zarazem nie życzę sobie, abyś tu publikował mail który do Ciebie wysłałem. Szczególnie że opublikowałeś tylko ten, który Ci pasował, pomijając ten w którym nie upieram się przy racji :-)

@simonw

Niczego nie bronię jak niepodległości. Skoro są dyskutanci to dyskutuję. Równie dobrze mógłbym napisać, że atakujesz mnie, jakbym zrobił Ci krzywdę. A tak nie jest – rozmawiamy. To prawda, że jest tu za dużo emocji, ale ja ich nie wnoszę. Jestem też skłonny przyznać rację każdemu, kto przedstawia argumenty.

Zarazem nikt, jak to piszesz, nie ‘rozporządza prawami autorskimi’. Więc dyskutujesz z czymś czego nikt nie twierdzi? :-)

Piszesz: “Jeszcze raz podkreślam, że znakowanie czasem nie będzie miało wpływu na przesłuchanie czy sprawdzenie autorstwa” – to bardzo ciekawe, ale pozwolę się nie zgodzić, zajrzyjmy tutaj:
http://proces.wardynski.com.pl/aktualnosci/art126.html
Pisze: “Przede wszystkim, skoro ustawodawca nie przewidział żadnej metodyki uznawania autorstwa, autor może przedstawić każdy dowód na tę okoliczność.” I dalej:
“W tym zakresie praktyka wykształciła pewne metody, które mogą okazać się skuteczne:

* sporządzenie przez notariusza protokołu z okazania utworu, który identyfikuje osobę przedkładającą dany dokument oraz datę tego wydarzenia;
* przesłanie utworu pocztą (kurierem itp.) do samego siebie lub innej osoby.
” No i jeszcze:
“Każda z tych metod prowadzi do uzyskania egzemplarza utworu opatrzonego datą pewną. Jego przedstawienie w sądzie pozwoli wykazać, iż w określonym momencie osoba podająca się za twórcę dysponowała dziełem.”
Te sposoby nie są wzięte z księżyca, a Authalia jest tak samo skuteczna w ustaleniu daty. Oczywiście masz prawo do swojej opinii. Jednak twierdzenie o tym że jestem autorem i połączenie tego z przedstawieniem daty posiadania dzieła może być skuteczne.

Piszesz dalej: “Tak jak partnerstwo technologiczne (do dzisiaj nie zmieniono tej informacji na stronie – a są zwyklym klientem powered by dwa produkty – thats`all).” – Już w komentarzach wyjaśniałem, że tak nie jest. Proszę odpowiedz na pytanie: Czy Authalia mogłaby oferować to co oferuje będąc zwykłym klientem? Przypominam, że jest to pytanie po którym pan Olgierd Rudak uciekł z bloga.

Co do KRS i OZZ – powiem tak jak użytkownikowi @prawnik. Nie jestem pewien, jak sprawę rozumieć, bo każda ze stron ma swoje argumenty. Sprawy jednak nie porzucam i będę jeszcze o tym pisać.

Piszesz:
“Bardzo dziwne iż tak zaciekle bronisz firmy nie związanej w żaden sposób nawet ze swoimi zainteresowaniami” – gdzie tu zaciekłość?? Proszę wskaż mi ją.

Co do pojęcia patentu – cały czas jest mowa o “równoważności patentu”. Wiesz dlaczego? Ponieważ opis wynalazku opisany w zarejestrowanym czasopiśmie nie może już zostać opatentowany. Cała tajemnica :)

simonw, 7 01 2010, 10:31

Zgodnie z obietnica, uzupelnilem wypowiedz uzywajac innej formy komunikacji by nie bic piany.

prawnik, 7 01 2010, 10:43

Co do OZZ.
Jakie swoje argumenty ?
Przecież sam napisałes, ze musi być opiblikowanie w MONITORZE POLSKIM !
Czy Authalia go ma ? Nie !
No to koniec tematu !!! Authalia nie ma statusu OZZ !!!
Opublikowałem ten e-mail, który przysłałeś do mnie w czasie gdy była zablokowana możliwośc nadawania komentarzy na tym blogu.
W jego treści nie było prośby o nieupublicznianiu !!!
Później, gdy przywróciłeś możliwość komentowania tutaj, to streściłem tą nasza korespondencję i musiałem go opublikować, żeby oddać sens moich wpisów.
To prawda. Ale dopiero w poźniejszym e-mailu zaczałeś się trochę wycofywać ze swoich kategorycznych stwierdzeń i napisałeś “nie jestem na 100% pewien, że mam w tej kwestii rację. Obecnie czekam na
rozwój sprawy”.
To w takim razie ja publicznie pytam: po co bronisz tej firmy i przytaczasz argumenty prawne, których nie jesteś pewien ?
Przecież, w ten sposób traci Pan na wiarygodności.

Ja widzę tylko dwie opcje:
- ma Pan (lub ktoś pana bliski) udziały w Authalii
- został PAn wynajęty w ramach marketingu szeptanego?

Innych rozsądnych i racjonalnych przyczyn nie widzę. Jeśli są, to proszę je podać.

Blackops, 7 01 2010, 11:06

Właściwie to wypadałoby spytać, w jakim stopniu firma Entigra zaangażowana była/jest w powstanie i bieżącą obsługę projektu Authalia.

Ale domyślam się, że takiej odpowiedzi się nie doczekamy.

Oczywiście nie zmieniałoby to niczego poza ewentualnym podejściem do wiarygodności autora.

jak12, 7 01 2010, 11:07

@prawnik
> Innych rozsądnych i racjonalnych przyczyn nie widzę. Jeśli są, to proszę je podać.

Może masz rację w swoich przypuszczeniach, ale obstawiam, że po prostu sprawa generuje ruch pojawiają się linki, blog idzie w górę w rankingach automagów, a ludzie szybko zapomną tę małą wojnę o nie swoje.
Gdzieś w tle zapewne jest jakaś współpraca z authalia, ale nie robiłbym z tego “wynajmowania”. Temat się kręci góglarki to lubią … sam tu zaglądam kilka razy dziennie od samego początku bo wybitnie poprawia mi to humor.

Bartłomiej Dymecki, 7 01 2010, 11:45

@Blackops i inni mówiący absurdy, jedne z pierwszych zdań z mojego wpisu to:

‘Nie będę się już zbyt szeroko rozpisywać o tym, że według blogera Olgierda pisząc na Flakerze o tym, czym się zawodowo zajmuję uprawiam “marketing szeptany”.’
Proszę wyciągać wnioski samemu.

Bartłomiej Dymecki, 7 01 2010, 11:47

@prawnik

Nigdy niczego w tej sprawie nie twierdziłem w sposób kategoryczny, w przeciwieństwie do wielu innych dyskutantów.

Bartłomiej Dymecki, 7 01 2010, 11:47

Komentarze przy tym wpisie zostają definitywnie zamknięte. @prawnik dostał szansę napisania swojej opinii i bardzo się cieszę, że podał sensowne argumenty, które jak najbardziej biorę pod uwagę!!

AntyWeb | » Authalia vs Bloger – dobry case dla PR-owca, 9 01 2010, 13:54

[...] za bardzo bo przy okazji nazywa innego bloger przekupnym i nie wiarygodnym – chodzi o blog dymecki.pl) i na tyle się rozpędza, że moim zdaniem przesadza w swoich zapędach do zadawania kolejnych [...]

Dodaj komentarz

Komentarze są zamknięte