
poniedziałek, 04 08 2008 | Kategoria: Testy użyteczności
Zdarzają się wśród specjalistów od usability dyskusje o tym, która z metod testowania użyteczności jest najlepsza. Często jest tak, że zwolennicy testów z udziałem użytkowników uważają swoje metody za absolutnie najlepsze.
Ja żyję w świecie nastawionym na wyniki i rezultaty. Tak więc dla mnie nie jest ważna metoda, a rezultat :) Generalnie stosuję tą zasadę także w innych dziedzinach życia, choć oczywiście w granicach uczciwości. W czasie prac nad usability raczej stosuję eksperckie metody testowania użyteczności. Nie uważam ich za lepsze, po prostu sprawdzają się w moim przypadku.
Wiele więc zależy od danego człowieka. Specjaliście X będzie świetnie pracowało z użytkownikami, a nie będzie sobie radzić z metodami eksperckimi, natomiast specjalista Z odwrotnie – poczuje się jak ryba w wodzie tam, gdzie trzeba samodzielnie myśleć. Dążę do tego, że nie powinniśmy generalizować. Nieproduktywne, zbędne dyskusje i “święte wojny” zostawmy tym, którzy je lubią.
Istnieją konkretniejsze dowody na to, że nie metoda jest ważna o czym można poczytać na blogu Roberta.
Komentarze (2)
marekkasperski, 7 08 2008, 08:31
Problem postawiony w tytule, to trochę nieporumienienie: metody powstają po to, by prowadzić do lepszych efektów. Nie stawia się pytania “czy metoda, czy rezultaty”, ponieważ z definicji jest to fałszywa teza.
A propos podejścia do projektowania (bo to oddaje ducha sporu), to warto zaglądnąć do wydanej u nas niedawno: J. Kalbach, Projektowanie nawigacji strony WWW. Tam opisane jest między innymi projektowanie zorientowane na użytkownika (z podstawowym podejściem badawczym) oraz projektowanie skoncentrowane na projektancie (fatalne tłumaczenie!) – czyli z podejściem eksperckim.
Na prawdę warto poczytać.
Bartłomiej Dymecki, 7 08 2008, 11:01
Marku,
dlatego też ja nie patrzę przez pryzmat metody. I o tym właśnie piszę. W mojej ocenie pytanie “metody czy rezultaty” jest usprawiedliwione. To jest pytanie o to, co jest ważniejsze, a ważniejsze są dla mnie zawsze rezultaty.
Z książką o której piszesz planuję się zapoznać. Zresztą sam nie dawno o niej wspominałem.
Dodaj komentarz