Użyteczność to nie przepis na ciasto

niedziela, 06 04 2008 | Kategoria: Użyteczność ogólnie

Zwiększanie użyteczności serwisu internetowego nie jest czymś w rodzaju przepisu na ciasto. Nie da się ustalić jednego, ścisłego scenariusza w rodzaju: zrób X, Y, Z, w rezultacie otrzymasz G, zmieszaj to z B, a efektem będzie użyteczna strona. Tak się nie da, niestety.

W użyteczności, to prawda, istnieją określone zasady. Mamy heurystyki będące zasadami bardziej ogólnymi i dokładniejsze zasady na listach kontrolnych. Często nie są one jednak bardzo ścisłe. Przynajmniej ja na ogół nie stosuję takich zasad. Pozostawiają one pole do indywidualnej interpretacji.

Czasem jedno rozwiązanie może być dobre dla jednej strony, ale całkowicie chybione dla innej witryny. Potrzebne jest indywidualne podejście.

Możemy np. powiedzieć, że nawigacja powinna być klarowna, przejrzysta, z wyraźną strukturą, a menu nie podzielone na zbyt wiele części. Jednak nie da się z góry określić ile to jest “zbyt wiele części” i co dokładnie oznacza wspomniana klarowność. Takie rzeczy ocenia się indywidualnie.

Inny przykład. Wyszukiwarka powinna być umieszczona zawsze w górnej części strony i być łatwo dostrzegalna. Nie można jednak powiedzieć, że np. wyszukiwarka umieszczona na samej górze strony jest zła. Takie stwierdzenie wynika raczej z prywatnego gustu, a tego nie wolno mylić z użytecznością. Czasem może być dobra, a czasem zła. To zależy od konstrukcji i przeznaczenia danej strony. Nie powinno się uogólniać w tak niebezpieczny sposób.

Analiza użyteczności nie polega na ocenie, czy dana rzecz mi się podoba, czy nie. Mój gust to moja sprawa. W przeciwnym razie wystarczyłoby poprosić o ocenę strony kilku przypadkowych ludzi. Może to dać pewne rezultaty, ale osobiście nie podjąłbym takiego ryzyka :-)

Analiza użyteczności ma dać odpowiedź na pytanie, czy dane rozwiązanie jest skuteczne. To coś całkowicie innego.

Tagi:

Podobne artykuły:

Komentarze (2)

Robert Drózd, 6 04 2008, 20:57

W ramach akcji Linkujmy.org pozwolę sobie zauważyć, że polemizujesz prawdopodobnie z tym wpisem:
http://www.blog.shrew.pl/2008/04/04/wyszukiwarka-w-sklepie-internetowym/

Zastanawia mnie Twoje stwierdzenie:

Przynajmniej ja na ogół nie stosuję takich zasad.

No i wniosek:

Analiza użyteczności ma dać odpowiedź na pytanie, czy dane rozwiązanie jest skuteczne.

Nie widzę tu sprzeczności. Zasady mówią nam, jakie rozwiązania są skuteczne – oczywiście na to musimy nałożyć cały kontekst. Ale ignorowanie zasad uważam za niepotrzebne. Jeśli parę mądrych głów przed nami je stworzyło – na jakiejś badawczej podstawie, to znaczy że należy o nich pamiętać. Ja jeśli trafiam na sytuację, która zdaje się burzyć pewne reguły użyteczności zawsze staram się wrócić do zasady i zapytać, co konkretnie w tej zasadzie jest łamane. Zasada to klucz do zrozumienia problemu i określenia rozwiązania.

Bartłomiej Dymecki, 7 04 2008, 07:58

Robert, zgadzam się z Tobą w pełni. Ja nie ignoruję zasad, ale na ogół nie stosuję zasad, które byłyby bardzo, bardzo ścisłe. O to mi chodziło w tym tekście. Zasady są dobre, ale większość pozostawia pole do interpretacji.

Co do linka do dyskusji, to nie podałem go celowo, choć początkowo zamierzałem to zrobić. Nie chciałem podkręcać atmosfery.

Dodaj komentarz